Lifestyle

Wegańskie buty z piekła

Native Jericho

Chodziły za mną od tygodni.

Zimowe, wiosenne. Ten model czy tamten. Taki kolor albo taki. Z Allegro albo ze sklepu.

(Często wpadam w takie ciągi poszukiwań jakiegoś dobra, którego moim zdaniem pilnie potrzebuję, ostatnio było tak na przykład z płaszczem zimowy. Następna będzie poduszka z ziarnami gryki na bóle karku.)

Wegańskie buty Native, model Jericho. W całości z plastikowej pianki (jak crocsy), ale z wyglądu normalne trampki. Ponoć eko, na pewno wege, wodoodporne, antybakteryjne, jakie to one nie są. Mają się nadawać do wszystkiego, a zwłaszcza do chodzenia boso latem, stąd wentylacyjne dziurki. A jaki profil na insta piękny!

Native Jericho
Pierwszą parę kupiłą o rozmiar za dużą, więc musiałam przejść pół ścieżki poszukiwawczej jeszcze raz, żeby znaleźć inną, w dobrym rozmiarze, podobnej cenie, w modelu, który będzie wyglądał dość ładnie, żeby przechodzić w nim wiosnę, lato, jesień.

Znalazły się, przyszły wczoraj, dzisiaj przyszedł z kolei pierwszy upał, więc przywdziałam je na wycieczkę do Ogrodu Botanicznego.

Czterdziestominutowy spacer do Ogrodu upłynął mi przyjemnie, pianka trochę skrzypi, bo gorąco, kuleczkowa niby wkładka masuje mi stopę, miłe to wszystko i hipsterskie, i wakacyjne takie w smaku, dobrze się komponuje z mickiewiczowskim plecakiem i niebieskimi okularami.

Ale kiedy już dotarłam na miejsce, przystanęłam na chwilę i pozwoliłam stopom ochłonąć, poczułam to.

Potworne, pulsujące otarcia. Pęcherze. Nie wiem nawet, jak to nazwać. Uczucie podobne temu, kiedy po długiej wędrówce w górach ściągasz buty wieczorem, odkrywasz pęcherz, a rano próbujesz wsunąć obuwie. Agonia. Tymczasem jestem dopiero w połowie spaceru, a nie wzięłam ani naszykowanych na wszelki wypadek skarpet, ani plastrów, tak się spieszyłam. Dopiero potem dokuśtykałam do galerii, gdzie kupiłam plastry, które się nie chciały tych ran trzymać :(. W tramwaju była klimatyzacja. Z przystanku doszłam do domu boso.

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam. Nie wkładajcie plastikowych butów w upał na gołe nogi. Wegańskich czy nie.

Płoną żywym ogniem do teraz.

Author

Jestem fotografką, socjolożką, projektantką, blogerką, dziewiarką, nauczycielką, dziewczyną, studentką, tłumaczką, feministką, analityczką, hipochondryczką, akademiczką, hafciarką, millenialską, podróżniczką, panią z rekrutacji, pracoholiczką, mishówką, polonistką, własnością kota, autorką, prządką, amatorką karaoke, ciocią i bałaganiarską pedantką.