Lifestyle

W buszu

Korona fikusa

Skrzydłokwiat

Przeniosłam skrzydłokwiat z kuchni do sypialni, bo tu jest jednak ciemniej, chociaż od zachodu – budynek jest zagięty w tym miejscu w sposób ograniczający światło, do tego ta gęsta firanka i szafa tuż przy oknie. Posadziłam oba w jednej donicy, bo internet powiedział mi, że za duża doniczka potrafi dobić tego kwiata, a starszy z dwóch siedział wcześniej w takiej o dwa razy za dużej, bo chyba miał za dużo korzeni w stosunku do przyciętych liści. Długie, ciemnozielone liście młodszego przysłoniły jasnozielone, krótkie listeczki starszego i wygląda ta kompozycja na zdrową, bardzo bujną roślinę.

Skrzydłokwiat

Więc teraz stoi tu dumnie przed telewizorem (i nie wiem jeszcze, gdzie się podzieje, kiedy znowu ten telewizor włączę, bo zasłania co najmniej połowę – ale w dzisiejszych czasach na pewno lepiej patrzeć na kwiat niż w okienko). Wsadziłam mu wczoraj połówkę jabłka w ziemię, bo dawno nie kwitł.

Korona Leona

Po różnych suszach z przeszłości proporcja pióropuszu Leona do długości chybotliwie cienkich pieńków zaczęła sprawiać, że się chuderlak przechylał i przechylał, aż go nie mogłam prosto przesadzić. Dlatego odmładzam go odważnie, na razie jeden pęd, bo nie mogłam spać przez tę myśl, że przecież trzeba go ciachnąć, to go ciachnęłam o czwartej rano.

Cięcie Leona

Leon

Pióropusz siedzi w wodzie, czekam na korzonki, resztę pędu też pocięłam i ciach do wody, chociaż forumowicze mówią, że bez ukorzeniacza mi się ten manewr z Dracaena Marginalis nie powiedzie. Dlatego zresztą z ciachnięciem drugiego przerostu czekam na zdobycie ukorzeniacza, żeby sprawdzić, czy to naprawdę działa (może podjadę dziś do marketu albo zapytam pana na ryneczku).

Portret Leona

Na szczęście Leon nie traci fasonu. Natomiast jeśli się to wszystko uda, to będę miała z sześć małych dracen do rozdania, nie wiem, co z nimi zrobię (busz).

Rośliny w kuchni

Anginka odzyskała rezon na wschodnim parapecie, ale ponieważ po przenosinach skrzydłokwiatu do sypialni na stole w kuchni zaczęła straszyć przeraźliwa pustka, przeniosłam ją tam i ufam, że dzielny krzaczor nie zobaczy różnicy między staniem przy oknie a staniem w środku pomieszczenia. Towarzyszy jej jeden z pióropuszy Leona, a w donicy z bazylią posadziłam w desperacji urwany przypadkiem pęd Matyldy.

Sadzonka

Matylda nic sobie z tej straty nie robi, po zasileniu puszcza nowe liście z każdej strony, ale nie wiem, czy z tej blizny po pędzie coś jeszcze będzie…

Nolina

Korona Matyldy

Tymczasem pióropusz wsadzony w ziemię do ziół zmieszaną z torfem chyba puszcza nowe listki, więc kto wie, może będzie i nolina do oddania?

Fikus

Odkąd fikus zamieszkał na półce z książkami, zapominam o nim czasem przy podlewaniu. To znak, że powinnam znaleźć podobne miejsce dla sukulentów, bo zdecydowanie za często korci mnie, żeby przy nich majstrować. Przestał gubić liście – mimo braku wody – a ja się zastanawiam, czy będzie mi tak kaprysił, jak go zacznę powolutku obracać, żeby rósł w kulkę.

Sukulenty

Stefan wytrwale kwitnie, mam nadzieję, że mu ten wysiłek nie zaszkodzi, jeszcze nie wyczytałam, czy lepiej go nakarmić nawozem teraz, czy jak mu się kwitnienie skończy. Crassula ‘Hummel’s Sunset’ – trzeba ją nazwać, ciągle jej nie nazwaliśmy – i Crassula Marginalis Rubra rosną sobie powoli, nawet je już raz podlałam (i włączyłam licznik w telefonie, żeby mi powiedział, kiedy miną dwa tygodnie i przyjdzie czas następnego ewentualnego podlania).

Sukulenty

Gruboszek ma suche końcówki liści i chociaż przyglądam się zdjęciom, za nic nie mogę ustalić, czy taka ta sadzonka do mnie przyszła, czy ja ją połamałam, czy kot użarł, czy może coś się złego z nim dzieje. W każdym razie, przelany nie jest, bo i czym, a Rubra powoli zaczyna przekwitać.

Aloes

Nie wiem, dlaczego wcześniej nie wpadłam na to, że aloes też jest sukulentem i podlewałam go jak skrzydłokwiat – roślinę bagienną – i trzymałam w cieniu. Nic mu się złego nie działo, ale już go przeniosłam na słoneczny parapet i włączyłam w reżim podlewania od czasu do czasu. Ciekawe, co z niego wyrośnie: niektóre okazy, jakie oglądałam w sieci osiągały przerażające rozmiary, chyba większe nawet od obcinanego teraz Leona.

Sukulenty w pracy
Sukulenty w pracy w jeden weekend wyciągnęły się tak, że postanowiłam im robić zdjęcie raz w tygodniu dla dokumentowania rozwoju. Anacampseros Rufescens chyba zakwitnie, bo puścił długi pęd z trzema pąkami; Sedum Rubrotincum wyglądało trochę mizernie przy sadzeniu, ale jestem ogromnie ciekawa, jak wysoko wyjdzie do środy. Echeveria Nodulosa też poszła do góry w poszukiwaniu światła, ale nie wiem, czy to dobrze w jej przypadku – eszeweriom ładnie robi płożenie się, a nie wyciąganie.

(Jest jeszcze mięta rosnąca jednocześnie w dwóch doniczkach, połączona wspólnym pędem; i bazylia odratowana z ususzonego badyla. Ale one rosną bez specjalnego wysiłku.)

Author

Jestem fotografką, socjolożką, projektantką, blogerką, dziewiarką, nauczycielką, dziewczyną, studentką, tłumaczką, feministką, analityczką, hipochondryczką, akademiczką, hafciarką, millenialską, podróżniczką, panią z rekrutacji, pracoholiczką, mishówką, polonistką, własnością kota, autorką, prządką, amatorką karaoke, ciocią i bałaganiarską pedantką.