Londyn

Polonistka nieuleczalna

Słownik

Zaczyna się od lęku przed pójściem do kuchni.

Siedzenie w pokoju zmienia się w nasłuchiwanie. Które drzwi się otworzyły? Czy ktoś wyszedł z mieszkania, czy skręcił zrobić sobie herbatę? Wrócił już? Długo nic. Znów drzwi. To ten sam, czy ktoś inny?

W końcu nie można już tak dłużej i idzie się, z brudnym talerzem w ręku, z duszą na ramieniu. Będzie ciemno, nie będzie? Nikogo nie ma. Ulga. Można zaryzykować zrobienie herbaty. Ale przecież w każdej chwili ktoś może wejść i co wtedy? I wtedy trzeba się będzie odezwać.

Pierwszego dnia tu siedziałam w pokoju – a przez drzwi słychać wszystko, co dzieje się na korytarzu – i ja też słyszałam prowadzoną tuż moim pokojem rozmowę. Nie rozumiałam z niej ani słowa i to był jeden z bardziej przerażających momentów tu. A moja ulga, kiedy niedługo potem dowiedziałam się, że dziewczyny rozmawiały… po duńsku.

Wchodzi się do sklepu, gdzie sprzedają Pakistańczycy. I mój wydawało mi się w porządku angielski wobec ich wymowy jest bezsilny, oni nie rozumieją mnie, ja nie mam szans zrozumieć ich. Niby mówimy w jednym języku, a musimy oprzeć się na konwencjonalnych gestach.

Dni, kiedy mówienie przychodzi bez problemu. Dni, kiedy nie da się zbudować jednego zdania.

A wiecie, że wczoraj o dwudziestej trzeciej za oknem śpiewały ptaki?

Author

Jestem fotografką, socjolożką, projektantką, blogerką, dziewiarką, nauczycielką, dziewczyną, studentką, tłumaczką, feministką, analityczką, hipochondryczką, akademiczką, hafciarką, millenialską, podróżniczką, panią z rekrutacji, pracoholiczką, mishówką, polonistką, własnością kota, autorką, prządką, amatorką karaoke, ciocią i bałaganiarską pedantką.