W zdrowiu i w chorobie

Dopiero co czytałam w książce, którą dostałam na Gwiazdkę, że tlenek chromu sprawia, że stalowe sztućce nie smakują metalem, a tu już czuję smak metalu w ustach przy każdym posiłku. Co to za mikroby chorobowe, co za leki dają radę tlenkowi, nie wiem. Przerzuciłam się na plastik i drewno. (Co i tak nie ma szczególnego znaczenia, bo co sobie uszykuję jakieś jedzenie, to odechciewa mi się go w chwili, gdy trafi na talerz.)

Continue reading „W zdrowiu i w chorobie”

Ten tydzień minął tak

W gimnazjum nauczycielka geografii powiedziała mi po kartkówce, która mi nie wyszła: nie rozumiem, czemu się nie nauczyłaś, przecież chorowanie to idealne warunki do pracy i nauki! Więc postanowiłam udokumentować jedyną aktywność, którą mogłam wykonywać w tym tygodniu.

Jeszcze miesiąc

Przedwczoraj – koniec semestru. Dzisiaj – koniec rejestracji dla matur zagranicznych. Za trzy dni – kupić bilet na pendolino do Warszawy. Za tydzień – weekend w Paryżu z okazji odnawiania wizy. Za dwa tygodnie – koniec tegorocznej Gry o Tron. Ani się obejrzałam, a już przychodzą punkty w kalendarzu, które zaznaczyłam sobie jako ten czas, kiedy trzeba zacząć myśleć o pakowaniu się. Tak, pakowanie się miesiąc przed to totalnie moja bajka.

Continue reading „Jeszcze miesiąc”

Cerbery

Nie cierpię być chora. Dopada mnie wyrzut sumienia, że oni tam w pracy zostali w boju, a ja leżę jak kot i mruczę (tak, teraz mruczę, oddychając, choć to niekoniecznie dobra rzecz). I ci studenci, których dopiero w przyszłym tygodniu będę mogła odpytać. I trzeba egzamin powiesić, i przejrzeć przekład po poprawkach, i może by było dobrze pójść do biblio… a, tak. Nie jestem już studentką, nie tak łatwo wejść do jagiellonki.

Continue reading „Cerbery”