Osiadanie

Trochę was oszukałam: jetlag przyszedł, trzeba było tylko dać mu chwilę. Wczorajszy dzień poświęciłam Morfeuszowi, chociaż miałam też reminescencję z Erasmusa, bo bladym świtem (9:40) obudził nas test alarmu pożarowego. Tu test trwa trzy godziny, co chwila rozlegają się dzwonki w różnych pokojach i w różnych mieszkaniach, a potem wchodzi administrator budynku z ekipą zamaskowanych panów w kombinezonach, grzecznie ściągają buty w przedpokoju i z poważnymi minami sprawdzają każdy jeden czujnik w mieszkaniu, przykładając do nich długie kije z zamontowaną na koncu puszką. Wyglądali przy tym trochę jak pracownicy Dharmy.

Continue reading „Osiadanie”

Ten tydzień minął tak

W gimnazjum nauczycielka geografii powiedziała mi po kartkówce, która mi nie wyszła: nie rozumiem, czemu się nie nauczyłaś, przecież chorowanie to idealne warunki do pracy i nauki! Więc postanowiłam udokumentować jedyną aktywność, którą mogłam wykonywać w tym tygodniu.

Lekka obsesja na punkcie sukulentów

I pierwszy kaktus!

Przesadzając eszewerię, znalazłam w doniczce głodną dżdżownicę. Mieszka teraz w dyżurnej skrzynce w kuchni, w której posadziłam kupioną impulsywnie lawendę i gdzie żyje jeszcze bazylia (chyba z dziesięć zawiązek listków dziś naliczyłam – po tym, jak w zeszłym tygodniu urżnęłam ją na pesto). Ale to w kuchni, a dzisiaj jesteśmy w pokoju.

Continue reading „Lekka obsesja na punkcie sukulentów”

Przyszła wiosna, będzie kokos

We wiosnę zamieniam się w stereotyp i łapię się za porządki. Nieład łechce mnie w kręgosłup jak piórko, nie mogę patrzeć na nadmiar przedmiotów i książki leżące w nieładzie na półce. Gdybym nie piekła właśnie zachcianki w postaci ziemniaków z porem, to bym się pewnie zagrzebała w koszu z wełną, bo on zawsze domaga się porządków.
Roją mi się diety warzywne, soki owocowe, chleb wieloziarnisty i ban na pizzę; tym razem dałam się skusić, sieć kipi pomysłami, wszystko zdaje mi się jednorako obiecujące i podejrzane.

Continue reading „Przyszła wiosna, będzie kokos”