Studia są dla ciebie

Cześć. Dziś będzie dla tych, którzy dopiero się zastanawiają. Którzy się wahają. Którzy nie spędzili ostatnich kilku lat, przygotowując się do pójścia na medycynę czy prawo, bo oni pewnie nie potrzebują takich porad. Którzy może nawet wcale nie muszą iść na studia.

Chciałam opublikować tekst taki jak ten wiele razy w ciągu ostatnich paru lat pracy w rekrutacji na studia, ale chyba ten rok jest ku temu lepszy niż jakikolwiek inny. Właśnie mija dziesięć lat od mojej matury. Może to zadziała jak siwy włos na skroni i przyda mi autorytetu?

Question mark

Nie pytaj, gdzie jest się łatwo dostać

Spróbuj spojrzeć dalej niż tylko to, czy będziesz na liście przyjętych. Wyobraź sobie, jak to będzie uczyć się tego jednego tematu przez najbliższe trzy lata, czy naprawdę tego właśnie chcesz? Może myślisz o kierunku, który brzmi podobnie do szkolnego przedmiotu, np. filologii angielskiej. Spróbuj sobie wyobrazić, że codziennie masz po sześć lekcji angielskiego, tylko trudniejszych, bo nie pod test maturalny. A po powrocie do domu dalej odrabiasz angielski.

To może nawet dziś wcale nie brzmieć przyjemnie.

Uczelnie mają na swoich stronach rozpisane plany i programy studiów. Nie opieraj się tylko na marketingowym opisie na stronie rekrutacyjnej, poszukaj tej tabelki i zobacz, ile tak naprawdę czasu w tygodniu zajmą rzeczy, które cię interesują. Czy tak to sobie wyobrażasz? Czasem trudno zrozumieć, co znaczą nazwy przedmiotów i czego tak właściwie będziesz uczyć na tych zajęciach – poszukaj sylabusów albo dostępnych publicznie opisów w USOSie, które trochę ci to rozjaśnią.

Nie pytaj, gdzie egzaminy są łatwe

Egzamin jest pięknym barometrem tego, czy dobrze wybierasz kierunek dla siebie. Nawet do trudnego egzaminu łatwiej się uczyć, jeśli materia cię ciekawi. Pamiętam noce prawie przepłakane nad podręcznikami historii literatury – dziś nie jestem całkiem pewna, czemu się uparłam na tę polonistykę.

Dla kontrastu – na studiach podyplomowych zarywam nocki, żeby doczytywać nadobowiązkowe podręczniki, takie są ciekawe.

Nie bój się egzaminów. Jeśli nie boisz się nauki, egzaminy nie będą trudne. Ale jeśli nie lubisz się uczyć, uczelnia może w ogóle nie być miejscem dla ciebie.

Nie pytaj, na co możesz iść ze swoją maturą

Jeżeli tylko w ten sposób podchodzisz do wyboru studiów, to może znaczyć, że jeszcze nie są dla ciebie.

Najpierw zastanów się nad tym, co cię ciekawi. Na wiele kierunków dostaniesz się z przedmiotami z puli obowiązkowej, więc niech to nie będzie dla ciebie jedyny drogowskaz.

Nie wiem, co mnie interesuje

Nie ma w tym nic złego. Może po prostu nie interesuje cię nic, co kojarzy ci się ze szkołą i studiami? Tylko wiesz, studia to trochę co innego niż szkoła. Nie musisz się zajawiać polskim czy biologią. Możesz studiować oglądanie filmów czy gry wideo, jeśli to na tym zarywasz noce. Pomyśl tylko, na czym spędzasz najwięcej wolnego czasu – może to ci coś podpowie.

Albo nie studiuj, dopóki coś cię nie zaciekawi.

Czego oczekujesz od studiów i uniwersytetu?

Tak łatwo jest się rozczarować, dzisiaj chyba łatwiej niż kiedykolwiek. Nie, uczelnia niekoniecznie istnieje po to, żeby wszyscy absolwenci zaraz po obronie dostali pracę. Są kierunki, które wykłada się nie dla biznesu, ale dla poszerzania horyzontów. Rozwoju zainteresowań. Pogłębiania pasji. Poznawania ludzi.

Świat jest ciekawy, a studia to okazja do zagłębienia się w jeden z jego aspektów po same łokcie.

Jeśli na akademickim kierunku przez cały czas studiowania będziesz myśleć tylko o tym, czy to ci się przyda w późniejszej pracy, szybko się zmęczysz.

Pomyśl o tym tak: w szkole plan lekcji decyduje o tym, czego masz się uczyć i przez ile godzin. Studia to ten moment, kiedy sam decydujesz, na co poświęcać swój czas, jaki temat zgłębić, w czym stać się specjalistą.

Dobrze wybierz nie tylko kierunek, ale uczelnię

Są różne uczelnie: i nawet nie chodzi mi o to, że są uczelnie lepsze i gorsze. Raczej: są uczelnie, które chcą z ciebie zrobić prezesa czy prezeskę i jeśli takie są twoje ambicje, to ich właśnie szukaj. Inne kształcą inżynierów, a inne lekarzy. Czasem prywatna uczelnia jest lepsza w uczeniu danego zawodu niż publiczna. To brzmi banalnie, ale te różnice czasem nie są wcale widoczne po samej nazwie. (Do tego służą różne rankingi).

Czytaj, pytaj. Nie zamykaj się na możliwości. Ale nie zadowalaj się informatyką w przeciętnej szkole wyższej tylko dlatego, że to informatyka, jeśli masz możliwości próbować w lepszych miejscach.

I w drugą stronę: lokalna szkoła może mieć specyficzny, typowo zawodowy kierunek lepszej jakości niż znany uniwersytet w dużym mieście.

Ask more questions

Największa wartość studiów

Uważaj, to będzie suche: w studiach najbardziej kocham to, że nauczyły mnie myśleć krytycznie, mieć własne zdanie i wiecznie chcieć się uczyć.

To jest umiejętność, którą strasznie mało ludzi dzisiaj ma, chociaż tak wielu studiuje. A przecież studia to czas, kiedy z jednej strony cały czas ma się do czynienia z wykładowcami, którzy z krytycznego myślenia uczynili swoją pracę, a z drugiej – z koleżankami i kolegami tak samo zajawionymi tematem, jak ty. Wszystkie interakcje podszyte intelektualną rozkminą.

Świat jest potwornie ciekawy, a ludzie mają na jego rozumienie tyle pomysłów, grzech tego nie poznać.

Może nie studiować w ogóle?

Znajomi Duńczycy dziwili się, że w wieku 23 lat jestem już na ostatnim roku studiów magisterskich. Sami byli ode mnie starsi, a dopiero w połowie licencjatu. Dopiero potem zrozumiałam ich zdziwienie: w Danii niewiele osób idzie na studia zaraz po szkole. Wszyscy opowiadali mi historie o swoich wyprawach, na które wyjechali zaraz po liceum: Indonezja, Australia, Kenia (to brzmiało straszliwie nierealnie). Oglądali kawałek świata, pracowali tu i tam, i dopiero po powrocie decydowali, co ich interesuje na tyle, żeby to studiować, jeśli w ogóle.

To wtedy pomyślałam, że wszystkim nam dobrze by zrobiło, gdybyśmy po maturze, zamiast iść na cokolwiek, byle na ujocie, poszli pozarabiać na siebie, zobaczyli, jak to jest, być w pracy. Co jest ciekawe, a co niekoniecznie. Może pojechali gdzieś – niekoniecznie zaraz Azja, Afryka, Oceania, ale chociaż któryś z sąsiednich krajów – tylko po to, żeby zobaczyć, jak wygląda życie gdzie indziej. Może po studiach nie mielibyśmy, jako młodzi poloniści, kulturoznawcy, takiego przeraźliwego lęku przed dorosłym życiem.

Może niektórym z nas wystarczyłby kurs programowania, żeby złapać pracę, a po paru latach, z własnych funduszy, można by dla radochy studiować filologię klasyczną?

Ta cała ciekawość

Usłyszałam raz na uczelni, że nie można opierać swoich naukowych zainteresowań na tym, że coś się wydaje interesujące. Że trzeba się zajmować tym, co jest obiektywnie ważne, a nie subiektywnie ciekawe.

Moje zdanie jest dokładnie przeciwne.

Bez ciekawości, tego przyciągania, które wychodzi gdzieś ze środka człowieka, bez tego nie da się poświęcić kilku lat życia jakiemuś zagadnieniu i wyjść z tego doświadczenia z dumą, a nie z traumą. W studiach, w pracy naukowej, wszędzie tam pojawia się rutyna, zniechęcenie i zwątpienie. Jeśli nie mam jakiejś bariery ochronnej, czegoś, co mnie uchroni przed porzuceniem obranej ścieżki, jestem skazana na porażkę. A o ile łatwiej rozpoznać zmęczenie w zniechęceniu, jeśli wiem, że nadal ciekawi mnie rozwiązanie problemu, nad którym pracuję!

Moja praca magisterska może i była obiektywnie ważna, ale dla mnie była tylko troszkę ciekawa. Nie napisałabym jej drugi raz.

Wyjść poza strefę komfortu

Po maturze można robić tyle rzeczy. Wyjechać do innego miasta. Studiować coś zupełnie innego niż znajomi. Spędzić rok za granicą. Uczynić z licealnej pasji studia i pracę. Nie decydować się do końca, robić kilka rzeczy naraz. Spróbować sił w polityce, nawet jeśli tylko uniwersyteckiej. Zafiksować się na jednym projekcie. Prowadzić spotkania koła naukowego. Rzucić studia po semestrze, znaleźć inne, lepsze. Pojechać na wymianę na inny kontynent. Chodzić na wieczorki towarzyskie. Zarwać noc w bibliotece. Niczego nie żałować.

  • Świetny wpis, podobne myśli chodzą mi po głowie ostatnio, ale nie mogę się zebrać, żeby je spisać. Ale zawsze jak włącza mi się rozkmina „po co mi była ta polonistyka, mogłam iść na jakąś filologię obcą, dziennikarstwo albo marketing” to jednak przypominam sobie, że te studia nauczyły mnie myślenia i szybkiego uczenia się, co jest całkiem przydatne. I nie jest bez znaczenia też fakt, że po znienawidzonym liceum już na pierwszym semestrze odkryłam, że nauka może być przyjemna, nawet niektóre egzaminy. A że z historii literatury, o teorii nie mówiąc, niewiele w głowie zostało… To nie jest najważniejsze.