Nienasycony stres

Jak często zjada cię stres?

Mnie bez ustanku. Zżera, kończyna po kończynie, ale właściwie zaczyna od żołądka i policzków. Czasem poznaję go po tym, że źle śpię, co chwila coś mnie budzi, a sen niebezpiecznie przypomina jawę. Czasem budzę się rano czymś zaniepokojona, coś spadnie o świcie z szafki, kot wskoczy na łóżko zbyt gwałtownie. Mam wrażenie, jakbym o czymś zapomniała. Przeczucie fakapu. Albo jak przed egzaminem, tyle że nie wiem, gdzie, o której godzinie i z czego. Nowy komentarz na fejsbuku, skacze adrenalina, co tym razem? Ping nowego maila, czym mam się znów zająć?

Ściśnięty żołądek, gula w gardle, błądzące myśli i lekkie wypieki na policzkach.

Bez powodu.

Nic się nie dzieje: jest piękny, wiosenny dzień, nie zaspałam do pracy, a w ciągu dnia nie czeka mnie żadne pilne, ważne zadanie. A jednak czuję, jakby w moją stronę zmierzała kometa i miała mnie zaraz zmieść razem z innymi niczego się nie spodziewającymi dinozaurami.

Szary poranek, czy mogę zostać dziś w domu i udawać, że świat nie istnieje? Nikt nie zauważy, jeśli wyłączę telefon.

A może to wiosenne przesilenie

Szok spowodowany nagłym uderzeniem słońca. Odchorowywanie dni w ciemności, kiedy wychodzisz przed wschodem i wracasz po zachodzie słońca. Muszę napić się melisy, żeby znieść to całe przebudzenie.

Rytm, medytacja

Edel Rodriguez

Ideał spokoju to dzień w fotelu, z herbatą, dziergając. Równo, powoli, raz, raz. Duży sweter, małą czapkę, rośnie stos, duch kołysze się łagodnie. Nie przeszkadzaj, liczę oczka. Czas zatrzymuje się w miejscu. Nie ma żadnego znaczenia, czy będzie pasował. Nie ma świata na zewnątrz, nie ma ludzi i ich opinii, uzasadnionych bądź nie, nie ma pouczających głosów mędrków, nie ma sporów i głupich pomysłów, tylko łagodne kołysanie i lekki ból nadgarstków.

Okryję okolicę kocem.