W zdrowiu i w chorobie

Dopiero co czytałam w książce, którą dostałam na Gwiazdkę, że tlenek chromu sprawia, że stalowe sztućce nie smakują metalem, a tu już czuję smak metalu w ustach przy każdym posiłku. Co to za mikroby chorobowe, co za leki dają radę tlenkowi, nie wiem. Przerzuciłam się na plastik i drewno. (Co i tak nie ma szczególnego znaczenia, bo co sobie uszykuję jakieś jedzenie, to odechciewa mi się go w chwili, gdy trafi na talerz.)

Od tygodni robię sobie szalik na zimę, pewnie będzie gotów na wiosnę. Dziś wzięłam robótkę w ręce – miękka jak chmurka dotąd wełna nagle wydaje się szorstka i nieprzyjemna. Czy od kaszlu pocieniała mi skóra?

Przeczytałam między drzemkami książkę o tragedii Tōhoku z 2011 roku. W świetle żywiołu i skażenia mój katar i trzęsący ścianami kaszel są trywialne. Kot grzeje mój brzuch.

W Tōhoku było pięknie: Matsushima, zatoka pełna porośniętych sosnami wysepek. Gdyby nie wystawa w centrum turystycznym, nie pomyślałoby się nawet, że i tu była wielka fala. Sendai, obwieszone papierowymi girlandami, Hirosaki ze swoim zameczkiem i wielkim, upalnym ogrodem botanicznym. Wspanialy festiwal w Aomori i tamtejsze jabłka, wpisane na listę UNESCO Hiraizumi. A kilkanaście, kilkadziesiąt kilometrów dalej – ciągle, po pięciu latach, zniszczone wybrzeże. Tego nie widzieliśmy.

Gdybym mogła zjeść świeży ramen, z pewnością by mnie uzdrowił.

Zamiast tego łykam bakterie w kapsułkach, może będę mogła zjeść coś innego.

Święta zaczynają mi się kojarzyć z chorowaniem, rok temu o tej porze też leżałam w łóżku, też nie mogłam jeść, też popijałam tylko ostrożnie herbatki i niecierpliwie czekałam, aż przejdzie. Próbuję pracować i nie mogę – krótkie rozdziały książek są akurat skrojone pod moją możliwość skupienia uwagi, ale nie ma mowy o przyswajaniu informacji, o kreowaniu raportów, rozwiązań, rekomendacji. Łatwo sobie wmówić, że odpoczywając pod naporem wirusów i bakterii – marnuję czas.