Nie będę przepraszać za emocje

[Google search] how do I block my lawn
thank you, Randall
Kiedy rano nie mogę się obudzić, otwieram Facebooka i przeglądam go, aż z oczu zejdzie mi senność. Zaglądam do maila, otwieram prasówkę i czytam artykuły pasujące do zadanych wyszukiwarce Google News fraz. Czasem zanim jeszcze zdążę wrócić do rzeczywistości, już myślę i piszę o złych i trudnych tematach przepełniających moją ścianę.

Wyjeżdżając do Japonii pomyślałam, że fajnie będzie otworzyć się bardziej na świat, umieszczać posty skierowane do wszystkich – w końcu blog też jest otwarty – może nawet wypracować jakąś opiniotwórczość, może poćwiczyć się w argumentacji.

Mam na to za cienką skórę.

Inny temat: ostatnia reklama Allegro wchodzi mi tak głęboko pod skórę, że nie umiem się nie wzruszyć, kiedy oglądam ją dziesiąty raz. Nawet skrócona wersja telewizyjna łamie mi gardło. Szybkość, z jaką wczuwam się we wszystkie postaci tej historii mnie samą przeraża, ale nie jest to fala, którą umiem powstrzymać, więc nie robię tego. Ocieram oczy chusteczką i idę dalej.

Czasem dzieje się tak, że nie mogę w ogóle oglądać filmu, jeśli historia zbyt mocno mnie porusza. Zaczęłam kiedyś film Rent-a-neko, o dziewczynie wypożyczającej koty osobom potrzebującym towarzystwa, ale kiedy po dziesięciu minutach usłyszałam historię pogodnej starszej pani chcącej wypożyczyć kota, bo jej poprzedni, dotrzymujący jej towarzystwa po śmierci męża, odszedł – wyłączyłam, bo po prostu nie mogłam dalej.

Przepłakałam też pół W głowie się nie mieści, aż M. się ze mnie podśmiewywał, i w ogóle łatwo założyć, że przynajmniej na ostatnich dziesięć minut jakiegokolwiek filmu będę potrzebować chusteczki.

Ale nie zamierzam za to przepraszać.

Emocji nie zamiata się pod dywan

Wiele rzeczy można sobie wyćwiczyć albo kontrolować, ale nie możesz kontrolować tego, jak się poczułaś, poczułeś. Można pozwolić przeminąć emocji, jak myślom, nie skupiać się na niej i nie podejmować w oparciu o nią ważnych decyzji, ale to nie jest łatwe i nie zmienia faktu, że się pojawiła.

Emocje mają ogromny wpływ na wszystko, co robimy, nasze opinie, decyzje, wrażenia. O psychologii tylko czytam i tylko obracam się w kręgu osób, które opowiadają mi o różnych aspektach nieracjonalności człowieka, a ostatnio ten temat jest u mnie jeszcze częstszy przez tematykę moich studiów. Cudzych emocji nie można ignorować, bo one od tego nie znikają. Nie można też prosić o to, żeby druga osoba zracjonalizowała swoje emocje, bo to żądanie nie jest możliwe do spełnienia.

Nie mów mi, że nie mam prawa do złości

Nie mam prawa krzywdzić kogoś w złości; ale mam prawo czuć się jakkolwiek się czuję i nikt nie może mi go odebrać. Będę, jak każdy, oceniać ludzi po tym, jak zareagują na moje emocje, czy pozwolą mi je odczuwać i sobie z nimi poradzić, czy zignorują je, czy wreszcie odbiorą mi do nich prawo, bo, ich zdaniem, nie powinnam się tak czuć i muszę przestać. Nie, nie przestanę. Tak, mogę. To moja sprawa.

Sama podejmuję decyzje, co robię z moją emocją – możemy dyskutować o moich decyzjach, ale nie będę się tłumaczyć z tego, że ją odczułam. Co mogę ci wyjaśnić? Mogę powiedzieć ci, co spowodowało, że tak się poczułam. Może mogę powiedzieć, co sprawi, że poczuję się inaczej. Ale nie możemy o tym rozmawiać, jeśli dyskusja zacznie się od wyjaśnienia mi, że moja emocja nie ma prawa bytu.

Natalia Tur pisała o tym trafnie w artykule poświęconym postępowaniu z dziećmi. Ale równie ważne jest to, co w tym artykule jest pod koniec – to przecież sprawa nie tylko dzieci, bo wszyscy jesteśmy ludźmi i możemy czuć to, co czujemy.

Dlatego odkładam toksyczne kanały

Pamiętam, że kiedy dawno temu Tomek Tomczyk mówił o tym, że będzie wycinał z bloga negatywne i wulgarne komentarze, myślałam, że to zgubna w skutkach cenzura. Już od dawna tak nie myślę – nie możemy się godzić na negatywną atmosferę, bo sami hodujemy sobie bagno, w którym teraz utykamy po szyję.

Choć staram się z uwagą dobierać strony i znajomych, którzy otaczają mnie w mediach społecznościowych, nie ustrzegłam się hejtu i oceniania. Pisząc posty w emocjach wystawiłam się na niezamówioną ocenę. Odsłoniłam się i zabolało – a nie mam ochoty się z tego bólu tłumaczyć, bo jaka jest akceptowalna na Facebooku odpowiedź na pytanie Ale właściwie dlaczego się tym przejęłaś? Czasem nie umiem odpowiedzieć, przejęłam się i już, ale to nie starcza, bo przecież muszę mieć argumenty, muszę umieć wyjaśnić, bo w przestrzeni postów i komentarzy nie ma miejsca na „nie wiem”. Skoro nie wiesz, to się nie odzywaj.

Kiedy dekadę temu zakładałam konto na Facebooku, musiałam użyć do tego uczelnianego maila, a wśród szóstki pierwszych znajomych nie było nikogo, kogo znałabym z innego miejsca niż Postcrossing. Jest coś w tym pierwszym wrażeniu Facebooka, co sprawia, że trudniej jest mi się z nim rozstać niż z Twitterem – ale poziom zdenerwowania i nerwowego bólu karku, jaki we mnie powoduje sprawia, że nie mogę też już na tę ścianę patrzeć. Nie poćwiczyłam się w argumentacji, straciłam tylko czas na bezsensowne dysputy.

Bańki są złe, ale może ta bańka, w której żyję w realu nie jest taka straszna?

  • Przemek Zańko

    Doskonale cię rozumiem. Dzięki za tę notkę.

  • Miszka Gulczyńska

    Mądra notka. Rozumiem, współczuję i rozumiem decyzję.