Japońskie pociągi

Obejrzeliśmy niedawno brytyjski film podróżniczy o japońskich pociągach. Bardzo lubię doświadczenie oglądania filmów podróżniczych o miejscach, w których byłam (co przypomina mi, że chciałam się rozejrzeć za produkcjami o Islandii). Teraz trochę mi tylko żal, że nie zboczyliśmy z trasy, żeby zobaczyć koci pociąg.

W pociągu

Off limits

Japoński pociąg się nie spóźnia. W japońskim pociągu nie zawsze są miejsca siedzące, zaś bardzo rzadko są dwa miejsca siedzące obok siebie, bo Japończycy, podróżujący przeważnie pojedynczo, w pierwszej kolejności zajmują te fotele, przy których drugie miejsce nie jest zajęte. Do japońskiego pociągu zawsze ustawia się równa kolejka, zgodnie z napisem na płycie peronu. W drodze do wejścia nie ma przepychanek, ale już w środku Japończycy nie mają litości i natychmiast zajmują najlepsze miejsca. Pociąg w Japonii jest chyba najczystszy na świecie, błyskawicznie sprzątany po każdym przejeździe, kiedy kolejka podróżnych jadących w przeciwnym kierunku czeka już w kolejce do drzwi. Przez okno można obserwować szybkość działania obsługi pociągu, obracającej fotele do jazdy w przeciwnym kierunku i wymieniającej chroniące zagłówki papierowe pokrowce.

Japonia nie zna już nocnych pociągów poza jednym – sezonowym połączeniem Sunrise.

Romantyczny pociąg w Kyoto
Kyoto, pociąg miłości. Na tym peronie spotkaliśmy się jeden, jedyny raz z tłumem kłębiącym się przy wejściu do podmiejskiego pociągu. Tłum mówił po angielsku.

Shinkansen, a właściwie – wiele shinkansenów

W shinkansenie zawsze zatykają mi się uszy. Jeszcze zanim na dobre się rozpędzi, pyk!, zatkane uszy, ziewam na potęgę. Za pierwszym razem wcale nie chciało mi się przez to jeść. A to niedobrze, bo w shinkansenie właśnie jeść można, może nawet należy. Posiłek jedzony w shinkansenie nazywa się ekiben i można go kupić na stacji w specjalnym kiosku; lokalne wersje tych przysmaków to oczywista oczywistość. Ja ekibeny markowałam, kupując w kiosku po prostu lanczowe sushi albo sobę; M. skusił się na jedno spektakularne opakowanie.

Pociągi w Japonii pojawiły się po raz pierwszy w Nagasaki, tej cudnej bramie na świat, gdzie czasem wpuszczano obcokrajowców, a czasem zamykano ich na wyspie na całe dekady. Długa na osiem mil linia służyła do prezentacji pierwszej lokomotywy parowej w 1868 roku. Dwadzieścia lat później każda z głównych japońskich wysp miała już swoją linię.

Tsubame – drewniany shinkansen

Shinkansen Tsubame, jadący na południe Kyushu. Podłoga wyłożona parkietem

Wzór na siedzeniu

Każdy shinkansen ma swoje imię i tak od razu wiadomo, z kim jedziemy, Sakurą czy Hikari. Kilka dni podróży z Japan Rail Passem i odróżniamy shinkanseny po melodyjce zwiastującej kolejną stację. Najmłodsza linia, wiążąca szybkim połączeniem Tokyo z Hakodate, nazywa się po prostu Hokkaido, a fetują jej otwarcie na całej północnej wyspie, choć ledwie dociera na jej południowy czubek.

EVA 500, czyli shinkansen tematyczny (Kodama)

W Osace zauważyliśmy tematyczne plakaty po raz pierwszy; w internecie dowiedzieliśmy się, że ten pociąg jedzie akurat w tę stronę, w którą i my zmierzamy (do Fukuoki). Cóż więcej nam więc pozostało niż pojawić się na peronie o odpowiedniej porze?

Zbliżanie się do stacji zwiastowała melodia z anime; uspokajająco podobna do melodii w innych shinkansenach.

Poza tym podróż minęła bez nervów.

Evangelion Unit 01

Bohater!

Kodama jest jedną z najstarszych i najwolniejszych linii (pewnie dlatego potrzebuje dodatkowej promocji) więc pasażerów nie było zbyt wielu – wybierali szybsze Sakurę i Nozomi. Z Kyushu do Osaki też wróciliśmy Sakurą.

Lawendowy pociąg (Furano Biei Norokko)

O Hokkaido już pisałam – zrobiliśmy sobie wycieczkę w głąb wyspy, a tam ze cztery przesiadki nim dotarliśmy do celu. Ku naszemu wielkiemu zdziwieniu, ostatnia przesiadka w Biei zaprowadziła nas do otwartego, pozbawionego okien i klimatyzacji pociągu o motywie lawendy.

Lawendowy pociąg

Połowa miejsc była skierowana na wprost okna, żeby można było, jadąc bokiem, podziwiać piękny, lawendowy krajobraz. Niestety, sezon kwitnienia lawendy minął kilka tygodni przed naszym przyjazdem, ale nie przeszkodziło to wypełniającemu pociąg tłumowi turystów fotografować zielonych pól, lasów i odległych gór.

Za oknem nie było lawendy

Sosnowy pociąg (Kyoto Tango Railway)

Pociąg, który wiózł nas z Kyoto do Amanohashidate od pierwszego wrażenia zapowiadał, że to będzie dzień sosnowy. Od podłogi po sam sufit. Stacja w miejscowości, gdzie jest mierzeja-most-do-nieba też była wyłożona świeżym drewnem. Przynajmniej świątynia nie była tam postawiona na nowo.

Pociąg wykończony świeżym drewnem
Jeśli się wybierzecie, pamiętajcie, że przy JRP trzeba dopłacić za ten bilet. Ale to dobry deal, bo w cenie biletu można też korzystać z różnych form komunikacji w Amanohashidate

Anpanman Train!

Anpanman to szalenie popularny wśród dzieci z podstawówki superbohater, którego mocą jest bycie bułeczką z nadzieniem z fasoli i możliwość karmienia innych postaci oderwanym kawałkiem swojej głowy. Co mu nie szkodzi, bo zawsze można upiec nową głowę.

(A wasze babcie myślały, że Pokemony to szatański japoński import).

Więc jeśli wybierzecie się na Shikoku pociągiem, to prawdopodobnie będziecie mieć okazję przejechać się przynajmniej jednym z tych środków transportu. Przy akompaniamencie ścieżki dźwiękowej z anime, rzecz jasna.

Wewnątrz zielonego wagonu
W przedziale podróżowali prawie sami dorośli

Wielki Most Seto

Wyprawa na Shikoku to zresztą materiał na kolejną opowieść. Zaplanowałam bowiem w szczegółach, jak to wyjedziemy z Osaki na Shikoku, przejedziemy jej całą północ pociągami w jeden dzień, przesiądziemy się na prom, dopłyniemy do Hiroshimy i złapiemy ostatni shinkansen do wynajętego w Osace mieszkania.

Niestety, nie wzięłam pod uwagę tego, że stacja kolejowa i port niekoniecznie są tak blisko siebie, żeby można było zdążyć z przesiadką w pół godziny.

Na szczęście zorientowałam się na tyle szybko, że zdążyliśmy przesiąść się w połowie drogi na pociąg powrotny i nie utknęliśmy na wyspie, spóźniając się na ostatni prom dziesięć minut. Dzięki temu mogliśmy dwukrotnie przejechać Wielkim Mostem Seto, długim na 13 kilometrów, łączącym Honshu i Shikoku – a to niesamowite doświadczenie, bo wszystkie pozostałe duże wyspy są ze sobą połączone tunelami i nie można podziwiać zatoki – a przy Shikoku jest przecież piękne Wewnętrzne Morze Japońskie…

Wielki Most Seto

Zwiedzanie Japonii przez okno pociągu

To czasem świetny pomysł, a czasem dramatycznie zły. W Japonii jest mnóstwo gór, więc wiele pociągów jedzie głównie tunelami – zwłaszcza shinkanseny. Możesz jechać brzegiem morza, możesz mijać klejnoty górskich przełęczy… i nie będziesz mieć o tym pojęcia.

Pociąg pędzi i możesz myśleć, że wszystko w Japonii pędzi jak on, zwłaszcza, jeśli jedziesz z Tokyo do Tokyo. A potem wysiądziesz na małej stacji w sercu gór na Shikoku, gdzie słychać tylko szum drzew i trudno będzie uwierzyć, jak szybko mknął pociąg, który cię tu niósł.

Morze za oknem

Blokowisko

Domy na zboczu
Jak w Norwegii
Doliny w okolicach Kyoto
Mignęło mi tylko tuż za Kyoto
Fuji-san
Fuji-san, widok z Hikari, shinkansenu słynącego tym właśnie widokiem.

Tego nie widzieliście, jeśli nie macie mnie na Snapchacie