Brak balansu

Mam dziesiątki szkiców z Japonii. Niedokończony dziennik podróży kurzy się, czeka na uzupełnienie – co kilka dni uderza mnie myśl, że może nigdy go nie uzupełnię, pewnie nigdy go nie uzupełnię. Wyjazdy się nie kończą, pamięć się zaciera, będę mogła przepisać log swarma i na tym się zakończy romantyczne spisywanie.

Co gorsza, szkice z Japonii blokują mnie w pisaniu. Zaczynam nowy temat i zabija go wyrzut, że przecież pierwsza wersja tekstu o pociągach czeka na uzupełnienie. Chcę powiedzieć coś o studiach i nie mogę, bo jednokanałową kolejkę zatykają myśli o kolejnych wyspach, miejsach, zdjęciach, filmach. Wieczny dług.

Pół roku temu, a pewnie i więcej, wydziergałam serię kominów z myślą o zimie i jesieni, tylu ludzi mnie o nie pyta co sezon. Połowa grudnia, nie znajduję czasu na przyszycie metek, nie mogę znaleźć przestrzeni na ich sfotografowanie, sił na dystrybucję. Przyjdzie wiosna, będą leżeć, gdzie leżały. Chyba że ktoś chce jakiś w ciemno?

Chcę wymyślić tyle rzeczy, zaczętych, nadgryzionych, ale głowa mówi śpij.

Zaciągam dług snu, energii, ale najbardziej męczy mnie dług myślenia.

Studiuję, oddaję co któryś weekend, słucham, notuję, sprint na warsztatach. Jeżdżę na konferencje, słucham, uczę się, biorę udział w warsztacie, nawiązuję kontakty. Idę do pracy, praca polega na wymyślaniu, rozwiązywaniu problemów, łączeniu faktów; szkolę się, sama zaproponowałam ten temat, pierwszy raz czuję, że mózg potrafi spuchnąć nie tylko metaforycznie. Za dużo informacji, ale nie można zwolnić. Przyjmuję zlecenia, choć nie powinnam, ale wiele miesięcy temu obiecałam. Poprawiam teksty w jednym, w drugim języku, decyduję, co to zdanie będzie znaczyć, zadaję pytania, recenzuję, przekładam z jednego na drugi, zżymam się, że to robota promotora, nie moja. Myślę, myślę, wiecznie myślę. A wreszcie: projekt dyplomowy po godzinach, wymyślam badanie, analizuję, teraz mam raportować, ale moja zadłużona głowa mówi, że nie może już tak dłużej (a to dopiero początek).

Muszę komuś coś wytłumaczyć i nie starcza mi paliwa na cierpliwość. Strzelam się gumką w nadgarstek i nie działa.

Nie mogę czytać wiadomości, postów ludzi na soszjalach, dyskutować z ludźmi spoza bańki, bo wyczerpał mi się zasób pozwalający na utrzymanie otwartej głowy i – nie zwariowanie.

Nadal nie wiem, dlaczego to sobie robię.