Wracamy

Pakujemy się. Mieszkanie to pole bitwy, kolejne przedmioty pojawiają się znikąd, wypełzają z kątów, mnożą się na moich oczach, szkoda, że nie mnożą się razem z nimi walizki i limit wagowy w samolocie. (Kupuję za dużo, bo każdego chcę potem obdarować całą Japonią i mieć jej jeszcze drugie tyle co tu dla siebie. Jak zmieścić kraj w walizce?)

Ciemny neon w Shinjuku

Wracałam z karaoke przed czwartą pieszo do domu, bo ostatni pociąg już odjechał. Kiedy pozbawione neonów centrum Shinjuku jest pełne śpiących nomadów, a nie pędzących gdzieś tłumów, zupełnie go nie poznaję. Ciemne wieżowce. Z każdego kąta straszy mnie myśl o miejskich gryzoniach, a to tylko przyczajone dzikie koty, łypiące znad krawężnika (przyspieszam kroku). W wąskich uliczkach mijają mnie roznosiciele gazet na skuterach. Chciałam zrobić zdjęcie wschodu słońca, ale tego dnia słońce wzeszło jakby ktoś zapalił żarówkę.

Lista miejsc, których nie odwiedziłam, rzeczy, których nie zrobiłam, dań, których nie spróbowałam – ciągle się w moich myślach wydłuża. Starałam się prowadzić dziennik, żeby móc potem pokazać samej sobie, że dwa miesiące to po prostu za mało, to za mało na same Tokio, a co dopiero Tokio w kombinacji z resztą archipelagu, że przecież ciągle coś. Może to dobrze, że pakowanie się jest w mojej głowie problemem do rozwiązania (choć rozwiązuje go M.), to zajmuje mi myśli. A dziennik i tak muszę uzupełnić w samolocie, w Helsinkach przy przesiadce, w Warszawie w hostelu, bo odnotowałam dopiero może połowę przygód. Czy to wciąż dziennik, jeśli spisuję go po powrocie? Tak samo zresztą z opowieściami z bloga, mam tyle notatek, szkiców, naszykowanych zdjęć i ciągle czas spędzony na spisywaniu w konkurencji z czasem spędzonym na przeżywaniu. Może nie będziecie mi mieć za złe, że opisanie nie będzie z drogi.

(Samych rameniarni jest w Tokio pięć tysięcy, cóż za raj, można jeść ramen w kółko i nie spróbować dwa razy tego samego; tak, złapałam ramenobsesję.)

Myśl o powrocie jest też jednak przyjemna. Tęsknię za rytmem dnia i za jesiennymi popołudniami spędzanymi w domu z kotem, a nie na ściganiu się z zegarem, zamkną mi to muzeum, ten sklep, tę świątynię – czy nie zamkną?

Ikebukuro przed pierwszym pociągiem

Próbujemy żyć już trochę w europejskiej strefie czasowej.