Sposób na jetlag

Zdradzę wam tajemnicę braku jetlagu przy podróży na drugi koniec świata.

Przed wyjazdem absolutnie nie śpij, a jeśli już musisz – śpij bez przekonania, najlepiej snem często przerywanym, płytkim, niepewnym; nie daj sobie wmówić, że wystarczy nastawić budzik na odpowiednią godzinę i na wszelki wypadek sprawdzaj co godzinę lub dwie, czy jednak nie trzeba już wstawać.

Ostatni rzut oka na Kirę, pa!

W pociągu do Warszawy (który nie jest Pendolino, bo kupowałaś bilet zanim na dobre się rozbudziłaś, dokładnie miesiąc przed dzisiejszym budzikiem) znajdź miejsce koło gadatliwej stałej pasażerki i usiądź tyłem do kierunku jazdy, tak żeby przypomniały ci się wszystkie te budzące mdłości wycieczki polskimi pociągami na wakacje (nie zasypiaj, bo ktoś wtedy na pewno ukradnie walizkę). Pamiętaj, że na półce z bagażem obowiązkowo będzie przynajmniej jedna identyczna walizka jak twoja, bo takie jest ryzyko kupowania na wyprzedaży śladem reszty rodaków.

W pociąguSpotkaj się na londyńskiej kawie z przyjacielem, zjedz przegiętą cenowo kanapkę i zapij za słodką kawą, potem szukaj na ostatnią chwilę w pobliskim centrum handlowym szczoteczki do zębów i przejściówki dla karty sim, a na koniec kup bilety na pociąg na lotnisko wszystkim ludziom w kolejce, żebyście mogli wszyscy zdążyć na peron.

Przez to na lotnisku jesteś tak wcześnie, że na tablicy odlotów twój lot jest jednym z nielicznych bez informacji o miejscu odprawy.

Szybkim krokiem minęło mnie dwoje pracowników ochrony lotniska (teraz można ich poznać dość łatwo, bo ubierają się jak żołnierze). Zmierzali ku rodzinie zajadającej się jogurtami na krzesełkach z widokiem na hotel. Strażniczka z poważną miną nie owijała w bawełnę:
– Czy to pani zostawiła walizkę tam koło wagi? – wskazała na drugi koniec hali.
Ręka z jogurtem zamarła w pół drogi do ust.
– Wygląda na to, że tak… – odpowiedziała po chwili, rozglądając się dookoła.
– Proszę ze mną, odbierze ją sobie pani.
Mąż w bermudach w palmy wziął na siebie ciężar przejęcia zagubionego bagażu i podniósł się w miejsce małżonki, jakby ktoś zaproponował mu wycieczkę gratis. Ruszył we wskazanym kierunku w asyście strażników, nie przerywając jedzenia, i, chichocząc, zapytał:
– Hehe, a co, wznieciliśmy już jakiś 
alarmik?
Strażniczka nie wyglądała na rozbawioną.

Uśmiechem przekonaj pana przy odprawie, że twój bagaż podręczny wcale nie jest za ciężki i nie składa się z jednej torby za dużo, i że nie, na pewno nie chcesz nadać laptopa do luku. Przejdź przez bramki, wzbudzając u strażnika niemałe zainteresowanie obklejonymi tejpami ramionami („trenuje pani coś wyczynowego?”).

Twój lot będzie opóźniony, ale przy palarni ktoś postawi lure na pokestopie, więc czas nie będzie zupełnie zmarnowany.

Samoloty

Poczęstunek w Air France

W Paryżu terminal będzie prawie zupełnie pusty, całkiem cichy; loty międzykontynentalne odlatują stąd chyba na tyle rzadko, że nawet nieczęsto słychać ogłoszenia o rozpoczynającej się odprawie. Odpocznij. Dużo się ruszaj. Obejdź terminal kilka razy. Najtrudniejsze przed tobą – minęło dopiero 10 godzin.

Cisza w terminalu

Lounge

W samolocie zajmij miejsce między japońską starszą panią i ekspresywną Włoszką. Przygotuj się na to, że w pierwszej chwili dość wygodny i szeroki fotel zmieni się wkrótce w narzędzie tortur. Odłóż kocyk, wsuń poduszkę pod plecy, poproś o wodę.

Sen w poduszce

Wytrzymaj do podania kolacji – w końcu to jedna z atrakcji – a potem zjedz połowę, bo jest pierwsza w nocy i teraz twoje ciało mówi śpij, a nie jedz. Pij zieloną herbatę. Puść sobie film. Zaśnij w połowie. Obudź się po godzinie, wymknij się do toalety, odkryj początki migreny. Puść sobie Myslovitz i śpiewaj je w myślach po po polsku. Spróbuj przekręcić się na drugi bok (porażka). Obudź się po godzinie. Zanotuj wrażenia w dzienniku. Zdecyduj: zdejmujesz buty i ryzykujesz, że potem ich nie wsuniesz, bo tak mocno spuchną ci nogi? (Dobrze, że wzięłaś wiązane). Sprawdź na mapie, czy daleko jeszcze. Daleko. Bezskutecznie próbuj zasnąć.

Widok z okna

Śniadanie w samolociePozwól się obudzić na śniadanie (błogosławiąc gorące ręczniki). Wsuń bułkę, skończ oglądać film. Znów pij zieloną herbatę. Nie pozwól sobie zaspoilerować Zootopii na ekranie współpasażerki. Śledź lądowanie na ekraniku, zerkaj ponad głowami pasażerów przez okno.

Japonia z powietrza nie wyróżnia się wyglądem, w przeciwieństwie do Islandii (krajobraz księżycowy! a tu po prostu las). Może być temu winien fakt, że siedzisz najdalej od okna, jak tylko się da i właściwie niewiele stąd widać.

Wzrusz się lądowaniem.

W przejściu do terminala poczuj się jak w saunie (włącznie z zapachem). Stosując się do instrukcji, nie stawaj na muszli w toalecie. Przejdź wszystkie bramki, imigrację i kontrolę celną w 20 minut. Przepakuj plecak i walizki. Sprawdź godzinę – o, to już 17. Znajdź automat do biletów i kup jakiś.

Pozwól się przejąć na stacji.

W pociągu zorientuj się, że podróżujesz już od 30 godzin, a spałaś może 6. Ciągnąc za sobą walizkę w długiej drodze do mieszkania staraj się nie popłakać ze zmęczenia. To już niedaleko, prysznic, woda do picia, wygodne łóżko (tak łatwo zapomnieć, że istnieją takie łóżka).

Po północy kładziesz się spać. W Polsce jest dopiero 16, ale widzisz, sposób działa, bo zasypiasz w minutę!

W miejsce budzika o 7:30 i tak obudzi cię trzęsienie ziemi.

  • Jesteś twarda. Miałam kiedyś samolot do Norwegii z Katowic o 6 rano. Bus z Krakowa odjeżdżał o 2:30. Dałam się przekonać Repkom, żebym nie szła spać, tylko posiedziała z nimi. W busie nie zmrużyłam oka (nienawidzę busów, chce mi się wymiotować), na lotnisku nie dało się spać (spóźnisz się na samolot! okradną!), w samolocie za głośno, żeby zasnąć (ja potrzebuję pełnej ciszy), w pociągu już się spać nie opłacało (tylko godzina do Holmestrand). Na miejsce dojechałam wycieńczona. Popatrzyłam chwilę na fiordy, wspięłam się na górę do domu znajomego i położyłam się spać (była 11.00 rano). Obudziłam się już koszmarnie przeziębiona i chora.

    • Aldonna

      O rany. Prawdę mówiąc, spodziewałam się trochę czegoś podobnego! Tymczasem póki co jedynym skutkiem ubocznym stresu i zmęczenia jest niemożebnie ściśnięty żołądek. Dlatego cieszę się, że nie przyjechałam np. na tydzień, bo mogę dać sobie odpocząć i zacząć normalnie funkcjonować, byłoby szkoda nie kosztować tego całego pysznego jedzenia, które się czai na każdym rogu!