Jak brzmi cykada

Cykada brzmi nieustannie.

Jak wirująca w mieszkaniu obok pralka, a zaraz potem – jak ostatnie odcinki Evangeliona. Jak wołający na puszczy. Jak umierający łabądź. Jak zbierający się do startu odrzutowiec. Jak trzeszczący głośnik. Jak łączenie się z internetem w roku 2000. Jak sąsiad z symfonią wiertarek. Jak zepsuty silnik.

Jak karetka pogotowia, jadąca powoli. Jak grzechot salonu pachinko. Jak sygnał zielonego światła na przejściu dla pieszych. Jak szerszeń, który wpadł w siatkę i nie może się uwolnić. Jak tajny sygnał, wysyłany nie wiadomo przez kogo, do kogo.

Jakby była w pokoju obok, w twoim plecaku i na drzewie nad twoją głową (tylko to ostatnie to prawda, ale nigdy jej nie dojrzysz).

Ciągły soundtrack spaceru do sklepu, chodzenia po parku, jedzenia kolacji. Kiedy przestaje brzmieć, rozglądasz się, bo może zbliża się jakaś katastrofa: jest cicho jak przed burzą.

Cykada brzmi głośniej niż twoje myśli, też te niewypowiedziane.