Pióra i klatki

Dzisiejszy dzień zaczął się tak, że byłam pewna, że po prostu go prześpię. Nie wiem, czy energię wysysa ze mnie antybiotyk, przedziwna pogoda, czytanie wiadomości, czy myśl o pracy, jaką mam do wykonania.

Przed południem zadzwoniła mama i oznajmiła, że planem na dziś jest zabranie najmłodszego dziecka w rodzinie na oglądanie pingwinów, bo matka uczy się się do egzaminów i trzeba jej zrobić warunki. Rodzinie się nie odmawia. (Oraz – pingwiny.)

Chociaż jeśli miałabym wskazać najbardziej guilty pleasure, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam, to byłyby to odwiedziny w zoo. Zwierzęta w klatkach, foka w niewielkim basenie (porównując do fok na islandzkich wybrzeżu, w oceanie, pływających wśród fal), orzeł, który nie ma chyba dość miejsca na jedno machnięcie skrzydłami… Serce mi się łamie i nienawidzę się za to, że oglądanie tych zwierząt sprawia mi taką frajdę.

Większe zdjęcia są na flickrze

Grzywka

Małpka

Małpka

Surykatka

Surykatka

Papuga

Papuga

Paw

Pelikan

Czarny łabądź

Wydra

Regulamin minizoo

Osiołek

Króliczki

Drapak lwa

Lwica

Fenek

Leniwiec

Hipopotam

Naczelny

Mała małpka

Mała małpka

Mała małpka

Samotność

Wysoko

Lamy

Pingwiny

Pingwiny

Pingwiny

Kajman

Kameleon

Wąż

Wąż

  • Niestety, chociaż ZOO są potrzebne, a wręcz niezbednę dla edukacji i chronienia zagrożonych wyginięciem gatunków, najczęściej są przystosowane nie dla zwierząt, a dla gości.

    • Pełna zgoda. Dlatego jestem taka rozdarta w zoo! Zwłaszcza, że czuję się potwornie winna za całą ludzkość, patrząc na wszechobecne znaki „gatunek zagrożony wyginięciem”, a jednocześnie na fokarium, które sprawia wrażenie tak ciasnego, że może w nim pływać tylko jedna foka w jednym czasie (co nie jest do końca prawdą, pewnie dwie się zmieszczą, ale z zewnątrz wygląda to na naprawdę ciasne miejsce do życia). Chronimy – ranimy.