Cerbery

Nie cierpię być chora. Dopada mnie wyrzut sumienia, że oni tam w pracy zostali w boju, a ja leżę jak kot i mruczę (tak, teraz mruczę, oddychając, choć to niekoniecznie dobra rzecz). I ci studenci, których dopiero w przyszłym tygodniu będę mogła odpytać. I trzeba egzamin powiesić, i przejrzeć przekład po poprawkach, i może by było dobrze pójść do biblio… a, tak. Nie jestem już studentką, nie tak łatwo wejść do jagiellonki.

Od wczorajszego przebudzenia, katar, który się nie kończy, za to otępia pozostałe zmysły. Skupienie, żeby przetrwać, najpierw osiem godzin w pracy, wykonując obowiązki, potem dwie i pół godziny czekania na zajęcia, odpytanie studenta, zaangażowanie się w ostatni wykład (co za szczęście, że wypadły jeszcze prezentacje!), potem szybki marsz do domu. Gripeks. Pseudoefedryna. Ferweks.

W nocy czujnie nie śpię, tylko prawie na jawie mam majaki o odległych planetach i bliskich rekrutacjach. Ciągle krąży mi wydział fizyki. Od czasu do czasu zrywam się do pionu, szybko sięgam po chusteczkę i odruchowo już krem, smaruję otarty chusteczkami nos. Budzik o szóstej jest wspaniałym prezentem. Myślę, wezmę prysznic, zmyję z siebie przeziębienie i będzie dobrze.

Pod prysznicem słaniam się nagle jak trzcinka, więc szybo wychodzę i ubieram się z powrotem. Leżę chwilę na kanapie. Nie mam gorączki. Poddaję się eksperymentowi myślowemu: czy doszłabyś do Novum o własnych siłach? Po kwadransie patrzenia z wysiłkiem w ścianę decyduję, że nie.

Rejestracja w przychodni jest od ósmej, jeszcze pół godziny. Dryfuję gdzieś między snem a jawą, przewracam się z boku na bok, w końcu sprawdzam zegarek, jest wpół do dwunastej. Odkrywam, że mój termometr ma różne dzwonki w zależności od tego, jaką mam temperaturę, albo może mi się roi. Jest 38 i ciągle rośnie. Dzwonię do przychodni.

— Czemu Pani wcześniej nie zadzwoniła? Pani doktór przyjmuje do 13 tylko, a ma dzisiaj wizytę domową!
— Nie zadzwoniłam, bo mam 38 stopni gorączki i spałam.
— Niechże Pani jak najszybciej przyjdzie! Ale ja nie wiem, czy pani doktór Panią przyjmie. [trzask słuchawki]

Stałam w kolejce słuszny kwadrans, panie przede mną grymasiły na terminy niepilnych usg. Przyszła moja kolej, z gulą w gardle zaczynam cicho wypowiadać pytanie, gdy wtrąca się pani w czerwonym kubraczku, która krążyła tylko wokół kolejki jak sęp:

— Bo ja to tylko chciałam PRYWATNĄ wizytę pierwszego lipca odwołać!

Płakać mi się chce, patrzę na zegarek, zaraz mi pani doktór na dobre ucieknie w krainę dojazdów do pacjenta i baniek stawianych na plecach ośmiolatków, mówię do czerwonego kubraczka: wie pani co, stoję tu już kwadrans w kolejce, a mam 38 stopni!, na „38 stopni” odskoczył i kubraczek, i reszta kolejki, jakbym się przyznała do zionięcia tyfusem, ale pani w okienku najpierw się zajęła odwołaniem rejestracji kubraczka, a potem wysłała mnie do pani doktór na górę, ale ja nie wiem, czy to się uda, bo pani doktór ma na dziś pełną kolejkę, pełną w zeszycie!

Wtaczam się na pierwsze piętro, zlana potem od gorączki. Pod gabinetem nikogo, w gabinecie poza panią doktór nikogo, czy przyjmie mnie Pani?, pytam, a czy jest Pani moją pacjentką?, pyta pani doktór, nie przerywając pisania. Jestem, westchnęłam, łzy w oczach, pani doktór wyrokuje: przyjmę.

Więc wracam na dół po kartę, przy okienku chłopaczek z ręką w gipsie słyszy, że nieważne, co mu pan doktór obiecał za badania na drugi dzień od złamania, bez wizyty wpierw u pani doktór podstawowej zapisany na nic być nie może, więc go wysyłają na górę, ale nie do mojej, do tej drugiej pani doktór, co to będzie godzinę dłużej siedzieć w gabinecie, aby popytał, czy to rzecz możliwa. Pani okienkowa z niedowierzaniem przyjmuje moje łzawe zgodziła się przyjąć, ale każe usiąść pod gabinetem, kartę zaraz przyniesie.

Niewzruszona pani doktór nie rozumie, czemu przepraszam za przyjście bez rejestracji. Każe leżeć, pić herbaty hektolitry, jeść cytrynę, w międzyczasie łykać syrop, antybiotyk, psikać w nos psikadłem, proszę się nie martwić, na to wszyscy teraz chorują, a jak wyzdrowieję—

—łykać kropelki na jelita. Bo pani to się chyba często stresuje, denerwuje, co nie?