Bilet

Walka o bilet przypomina mi trochę szukanie mieszkania do wynajęcia (tylko jest trudniej).

Z każdej strony niebezpieczeństwo, a może mało czasu na przesiadkę, a może za dużo, może jest drogo, bo wakacje, a może trzeba właśnie jeszcze poczekać, tu dają jedną walizkę, tam dwie, ci są od gwiezdnych aliansów, a tamci od jedyny, przesiadka w Europie, przesiadka w Azji, dopłata za to, za tamto, nieistniejące biuro podróży, porównywarka pokazuje nieaktualną cenę, aktualna o tysiąc wyższa, a połowy opcji nie widzisz, bo przeglądarka je ciasteczka; więc wchodzę w tryb szpiega w okularach, czyszczę ciastka i skanuję malware, instaluję jeszcze nowszą przeglądarkę, sprawdzam jeszcze raz, dwa złote taniej! a więc to prawda, jednak mnie śledzą, pewnie jak tylko kupię, to mi pokażą figę z makiem, a widzisz? było jeszcze taniej, poczekałabyś minutę i za oszczędności mogłabyś sobie kupić ciastko z kremem.

Nienawidzę już powoli wolnego rynku, przez który siwieję, myślę, gdyby była jedna cena, ryczałt, za lot na tej trasie, o ileż mniej bym miała wrzodów i od jak wielu miesięcy miałabym już ten bilet, moje miejsce przy oknie, moje wegetariańskie danie na pokładzie, moją przestrzeń na nogi i na trzy walizki…!

Walizka. Trzeba jeszcze kupić walizkę.