Uczenie się języków, część pierwsza

Nie zauważyłam nigdy u siebie szczególnego talentu do nauki języków. Powiedziałabym nawet, że wręcz przeciwnie: dojście do jako-takiej biegłości w angielskim zajęło mi, bez mała, szesnaście lat edukacji, obowiązkowej i dodatkowej. Może nawet te zajęcia pozaszkolne z angielskiego siadły mi najmocniej na poczuciu własnej wartości w tej dziedzinie, bo nic tak nie podbudowuje ego ucznia, jak konfrontacja ze znacznie zdolniejszą koleżanką, która w rok opanowała to, co mi zajęło dziesięć lat pilnego studiowania podręczników.

Czasy się zmieniły, człowiek dorósł (i utracił znaczną część zdolności do nabywania nowych umiejętności językowych – choć może jest jeszcze dla nas nadzieja), komputery się rozwinęły i mamy już nie tylko wytarte książki, zakurzone od czasów liceum, ale pełen dobra internet. Dzisiaj więc o pierwszej z trzech metod na prokrastynację o obniżonej zawartości poczucia winy.

Lingvist (Estonia)

Lingvist – strona główna

Czyli zalgorytmizowane fiszki.

Kojarzycie taki system nauki z pudełka, gdzie poza tym, że ma się ileś tam karteczek, gdzie po jednej stronie jest zapisane słówko w języku, którego się uczymy, a po drugiej – w języku, który już znamy, a do tego pudełko dzieli się na przegródki, do których przekładamy karteczki w zależności od tego, jak sprawnie przywołujemy słówko w jedną bądź w drugą stronę?

Lingvist to apka webowa inspirowana tym mechanizmem. W podstawowej (wciąż beta, ale dzięki temu – wciąż darmowej) wersji uczymy się francuskiego za pośrednictwem angielskiego. Aplikacja notuje, jak dobrze idzie nam wypełnianie fiszek i na tej podstawie podsuwa kolejne słówka do nauczenia się, odmierzając nam naukowo adekwatne interwały do powtórek słówek i zwrotów, które już nam wcześniej podsunęła. Założenie jest takie: wystarczy 200 godzin powtórek, żeby opanować 5000 najpopularniejszych słów i zwrotów w danym języku (co, zdaniem twórcy, przekłada się na poziom biegłości C1).

Ile to jest 200 godzin? Cóż, algorytm zaleca co najmniej 150 fiszek na dzień. Mi zwykle zajmuje to ok. 25 minut. Zakładając maksymalną dyscyplinę, można się wyrobić z planem w jakieś półtora roku i jechać do Paryża parlać jak citłajen weritabl. Tylko czy to prawda?

Podstawowy trening to fiszki, więc na pewno nauczymy się dzięki nim czytać. Jeśli pracujemy ze słuchawkami na uszach, to spora szansa, że podłapiemy też trochę rozumienia ze słuchu – choć wszystkie zdania powoli, bardzo wyraźnie czyta jeden lektor, więc jeśli ktoś nie miał kontaktu z pędzącą francuszczyzną, to na pewno dozna w tym Paryżu szoku. Lingvist nie oferuje żadnych metod rozwoju czynnej znajomości języka – nie ma komponentu umożliwiającego ćwiczenie mówienia czy pisania – do tego trzeba sobie znaleźć inne narzędzie.

Mimo to Lingvist jest moją ulubioną na tę chwilę aplikacją do nauki języka. Dlaczego?

Raz, interfejs jest świetny. Minimalizm, uspokajające, harmonijne barwy, nic nie rozprasza na ekranie. Apka na telefon nie pokazuje, niestety, wszystkich statystyk, a pole do wpisywania wyrazu nie ma dokładnie takiej szerokości, jak powinno, ale wspaniałomyślnie zrzucam to na karb bety.

Dwa, uczenie się francuskiego przez pryzmat angielskiego przy jednoczesnej znajomości polskiego wydaje się czymś doprawdy banalnym. Przykład (często go przywołuję): lektorka w Londynie próbująca bezskutecznie wytłumaczyć angielskim studentom, dlaczego francuskie saucisson to nie angielskie sausage – ja zanotowałam w zeszyciku kiełbasa i po sprawie. Albo słówko, które miałam niedawno na fiszce – cauchemar – to oczywiście nasz koszmar. Jednocześnie struktura gramatyczna zdań często bardzo przypomina język angielski, więc stawiam ostrożną hipotezę, że dlatego trochę łatwiej wchodzi niż przez tłumaczenia na polski.

Trzy, fetysz statystyk. Pełnią tu ważniejszą rolę niż delikatna w zasadzie gamifikacja i mi to odpowiada.

Uczenie się z karteczek można wzbogacić trenowaniem czytania lub rozumienia ze słuchu. W każdym wypadku system mówi nam, jaką część słownictwa występującego w tekście już znamy, a podczas lektury można podejrzeć angielskie tłumaczenia zdań (i sprawdzić, czy dobrze rozumiemy). Te komponenty są stosunkowo najsłabiej opracowane i zdecydowanie pełnią rolę pomocniczą, nikt nas nie sprawdza i nie kontroluje, czy pracujemy z tekstami uczciwie. Nie ma też aspektu, o którym będę mówić przy Duolingo w następnym tekście, czyli zachęcania użytkowników do tłumaczenia tekstów przeznaczonych do ćwiczeń.

Ustawiłam sobie Lingvist jako stronę startową i już od paru miesięcy, zamiast robić sobie przerwy w postaci przeglądania Onetu czy przewijania Fejsa, częściej zaliczam kolejne fiszki, przynajmniej dopóki nie dobiję do 150.

A co, jeśli nie interesuje mnie francuski?

Lingvist działa najlepiej w parze językowej angielski–francuski. Ale od niedawna można z niego korzystać też w innych konfiguracjach, np. uczyć się francuskiego za pośrednictwem estońskiego (to musi być ciekawe doświadczenie) albo angielskiego za pośrednictwem francuskiego, rosyjskiego czy niemieckiego. Twórcy twierdzą, że sam algorytm może sprostać wielu kombinacjom językowym, m.in. z udziałem japońskiego. Zobaczymy, jak ten wciąż gorący estoński startup będzie skalował biznes.

Póki co Lingvist jest dostępny za darmo, ale zarówno komentatorzy przewidują, jak i twórcy sugerują, że przyjdzie czas na monetyzację. Jeśli francuski to też wasza bajka, to zachęcam do spróbowania, zanim to się stanie.

lingvist.io