Dla urody robi się co? rozczarowuje

Idąc dziś wzdłuż Alei Słowackiego pomyślałam przelotnie, jak pięknie by było móc bywać na zajęciach na tych lukrowanych stronach internetowych, pełnych pięknych ludzi, kolorowych boksów, responsywnych layoutów. W salonach piękności czystych i wypolerowanych jak wypieszczone fejsbukowe profile.

Zamiast śmierdzącej szatni z niedziałającym zamkiem od szafki – podstrona z modnie płaskimi jak brzuchy modelek buttonami. Zamiast kaleczącej pięty frezarki – galeria zdjęć bambusów i motyli.

A mówiąc prościej i poważniej: obawiam się po dzisiejszym dniu, że ten przepotężnie zmitologizowany dzień w SPA też by się okazał okrutną mistyfikacją ludzi od implementowania w głowach obrazów raju przez grupony. Bo nauczyłam się dzisiaj, że pedicure boli, manicure wygląda super zabawnie, a pilates to szamanizm (słowo klucz: zwieracze).