Widzę słowa

Od jakiegoś czasu zmagam się w sobie z potrzebą ubierania w słowa.

(To brzmi w mojej głowie i tu na ekranie jak jedno z wyznań padających podczas spotkania jakiejś grupy wsparcia.)

To dość zabawne, jeśli się nad tym bliżej zastanowić, bo trochę przypomina mi sytuację, w której rzecz nie wydarza się, dopóki jej nie opowiem. Może to wina nadmiaru lektur albo zanurzenia w narracyjności. I tak właśnie za każdym razem, kiedy dzieje się coś ważnego, pierwszym odruchem jest opowiedzenie o tym (och, rozpusto mediów społecznościowych) albo opisanie wrażeń (blogosferko, cierp od nadmiaru stukania w klawisze).

Bywa to nieco kłopotliwe, kiedy się człowiek przyzwyczai, że ktoś tych opowieści słucha albo opisy wrażeń czyta, powiem wam w tej chwili całkowitej szczerości. Leży ta kłopotliwość na tej samej półce, co przyzwyczajenie się do bycia po drugiej stronie i słuchania z czytaniem. Ale ja nie o tym.

Bo w zasadzie to jest przyczynkiem tylko do sprawy, która z jakiegoś powodu nie przyszła mi wcześniej do głowy. Otóż u mnie wyobrażenia mają charakter obrazu tworzonego poprzez słowo. I myślę teraz o snach, wspomnieniach, wszystkim, co się chowa w pudełku podpisanym wyobraźnia. Działa to mniej więcej tak, że co prawda charakter takiego, dajmy na to, snu jest całkiem wizualny: to jest seria kadrów jak filmie albo ilustracji. Ale nie zobaczę niczego na tym obrazku, czego sobie wcześniej nie opowiem. I tak opowiadam sobie obrazek i dopiero jego opowiadanie wywołuje pojawianie się kolejnych szczegółów, jak ogrzewanie zapisanej sympatycznym atramentem kartki nad świeczką.

I nigdy nie myślałam, że można pewnie też inaczej. (To jak z rozmową o percepcji kolorów.)

Zabawne, kiedy przychodzi do podzielenia się jakimś wspomnieniem. Całe to opowiadanie sobie ma charakter, jak mi się zdaje, linearny, to znaczy – muszę sobie rzeczy odmalowywać językiem w pewnej kolejności, inaczej się zgubię. I potem opowiadam coś komuś i te opowieści się robią takie długie i nasycone szczegółami, nie wiedzieć, po co. Zupełnie jakbym miała świetną pamięć. A pewnie połowę tych szczegółów sama sobie doopowiedziałam (tylko kto to sprawdzi).