Nadaktywność

Na jak długo starcza pary?

Pomyślałam sobie, że skoro mój pobyt na studiach przedłuży się o kolejny rok, dobrze by było mieć jak zapłacić za ten edukacyjny luksus. Miło mi więc, że i mój pracodawca nie ma intencji się ze mną rozstawać, sprzedałam więc znów część mojego życia Uniwersytetowi. Tymczasem, skoro już przyszła jesień (a ma jesień w sobie coś takiego, że człowiek zamiast zapaść w lekki letarg, szykować się do zimowego marazmu, to czuje potrzebę szukania sobie miejsca, zajęcia, planu; tak od jakichś lat siedemnastu edukacji mam i nie tylko chyba ja), to znalazł się i szereg zajęć. Wbrew nerwom i przeciwnościom losu postanowiłam opanować wreszcie rozpadającą się na nieregularne części znajomość-nie-znajomość francuskiego; kapryśny ten język. Przypieczętuję w grudniu, mam nadzieję, mój poziom znajomości angielskiego. Marzy mi się chodzenie na kurs tańca, poza tym tę magisterkę gdzieś by w tle wypadało szykować do wiosennej może obrony, a na Coursera szereg niezwykle interesujących kursów z ekonomii, matematyki i statystyki. Doszłam też do wniosku, że bez opanowania matematyki na poziomie maturalnym nie będę mogła patrzeć w lustro bez wstydu.

To ile mi dajecie?

  • Ja tam trzymam kciuki. Mam zresztą podobnie z tą nadaktywnością, o czym przypominają mi zakwasy po wczorajszym wielokrotnym ćwiczeniu Grand Plié.