Jet plane i tak dalej

Formalności prawie dopełnione, zostało jeszcze oddać klucze. Wynieść pościel i wieszaki na recepcję do pudła z „rzeczami, których nie chce się wyrzucić, a nie można ich zabrać”. Pokój prawie posprzątany, jeszcze odkurzyć i przetrzeć okno. Walizki ważą tyle, ile powinny (więc za dużo, żebym mogła je unieść). A ja nie mogę niczego przełknąć.

To nawet nie tak, że zżera mnie stres. Ani nie jakaś tęsknota, w sumie wczoraj nawet przy „Aldona No Cry” (cudna inwencja Emmy i Martina) nie zjadły mnie emocje. I zdążyłam też ze wszystkim, do wylotu zostało 17 godzin, a ja mogłabym w zasadzie lecieć zaraz. Zaskakuję samą siebie. Nawet zmieściła się moja różowa pościel.

Przeszłam się na spacer na Uniwersytet (no, nie byłoby spaceru, gdyby nie konieczność załatwienia spraw papierkowych) i zauważyłam taki uroczy detal. Że też nie zwróciłam nigdy wcześniej uwagi na lwa-syrenę…

Lwosyrena

Pojechałam do Kensignton, czytając w metrze Harry’ego Pottera. Nigdy wcześniej nie zwróciłam uwagi na mnogość odniesień do londyńskiego metra (pewnie angolskie pisanie „Underground” wielką literą ma na to jakiś wpływ). Wysiadłam dwa przystanki wcześniej po to, żeby przejść się wzdłuż Muzeum Historii Naturalnej i Victoria and Albert. Pogoda jest przyjemna i wcale mi niespieszno do wciągania swetra, żakietu oraz kurtki na grzbiet. Och, tanie latanie.

No już, już. Jeszcze chwila. Czekanie, jak to zazwyczaj. Można bez pośpiechu, ale wtedy trzeba czekać. I się myśli, co by tu, czego jeszcze, czy gdzieś w szafie nie ma trupa, którego się pominęło. Za kwadrans piąta. Ile wcześniej, żeby zdążyć wymienić travelkę na pieniądze na kolację, ale i nie spędzić na dworcu zbyt wielu nieznośnych godzin? Tik, tak. Coś by napisać, ale jakoś się nie składa. Zważyć walizki jeszcze raz, na wszelki wypadek. Kto tam zresztą wie, czy ta waga dobrze działa. A może pora na jakiś posiłek? Ciasteczka, muffiny. Długo można na jednej kawie.

Byle walizka nie pękła.

  • Skawian

    Wrzuć zdjęcia jak posprzatalas ;)

    • ingie

      Haha, nawet myślałam o tym wcześniej, odkurzę na do widzenia i wrzucę, nawet kuchnię sfocę, a co!