God save the Queen

Katrine ujęła to bardzo trafnie: Brytyjczycy nigdy nie powstrzymywali się szczególnie przed korzystaniem z Union Jacka, ale ostatnio jadą po bandzie.

Nadszedł zapowiadany od miesięcy diamentowy weekend – dłuższy o dwa dni, z okazji sześćdziesiątej rocznicy objęcia tronu przez Elżbietę II ogłoszono dodatkowe święto wolne od pracy (bank holiday), więc Brytyjczycy cieszą się jednym z nielicznych długich weekendów (główna różnica jest taka, że metro w poniedziałkowy poranek świeciło pustkami). Poza tym w całym Londynie dzieją się przeróżne rzeczy związane z kulminacją jubileuszu: można było wylosować bilety na wielki koncert w Buckingham Palace (grają piosenki różni rycerze) – kto nie miał dość szczęścia albo przespał losowanie, koczuje dziś pod telebimami w Hyde Parku; można było wybrać się w deszczową niedzielę nad brzeg Tamizy, żeby podziwiać tam liczącą ponad tysiąc łódek, kajaków i innych okrętów i okręcików paradę, a na najbardziej okazałej barce zobaczyć w zasadzie całą rodzinę królewską; kto był optymistą w sprawie pogody, a cierpi na morską (lub rzeczną) chorobę, mógł pofatygować się na uliczny piknik, na którym mieli się bawić poddani sędziwej monarchini w całym jej królestwie (podobno największy miał być tu, w Greenwich, ale nie wiem, jak wypadł, bo pojechałam do centrum wbić się w tłum). Wreszcie, komu królewskich klimatów wciąż nie dość, jutro w katedrze św. Pawła nabożeństwo dziękczynne, po którym przejedzie przez centrum królewski orszak, by w końcu pokazać się na balkonie pałacu, a towarzyszyć będą temu salwy z dział (och!).

Tyle (w bardzo dużym skrócie) program. Ale oczywiście nie to, co w BBC pokazują jest w tym wszystkim najciekawsze. Trochę mi się zazdrości, przyznam się bez bicia, tego patriotycznego (ale nie w polsko potocznym sensie) ducha, który ogarnął wszystkie odwiedzane przeze mnie ostatnio miejsca. Tego, że Brytyjczycy nie wstydzą się wyjść na ulicę w spódniczce w union jacka, że zrobienie sklepowej wystawy o królewskim motywie to nie powód do żartów, ale normalna rzecz. Że każdy pub obwieszony jest flagami, a w każdym supermarkecie można dostać produkty z jubileuszowej serii. Że nawet, jeśli coś w tym irytuje, to to, że produkt – jak to się przecież zdarza i bez specjalnych motywów – jest słaby, a nie fakt jego opakowania w brytyjskie sreberka.

Figury w czapeczkach

Pub w Notting Hill
Plakat z wyprzedaży

Union jack cupcakes

Wiele przykładów union jack

Był to też chyba bardzo dobry tydzień na zobaczenie w V&A wystawy o brytyjskim dizajnie. W sali poświęconej muzyce oglądało się okładki płyt Beatlesów, stroje sceniczne Bowiego i plakaty Jimiego Hendriksa do takiej na przykład nuty:

Tymczasem w Krakowie pamiętam uśmieszki na widok orzełka w motywie wystawy antykwariatu na Gołębiej i zażenowanie znajomych widokiem polskich kibiców na Rynku przy okazji któregoś z meczów (bodajże odnoszących wtedy spore sukcesy siatkarzy). I tak mi się jakoś zrobiło. Więcej luzu…?

Brytyjczycy

Simon wspomniał kiedyś – a jest przykładem znajomego Brytyjczyka-republikanina – że zwykle obcokrajowcy są w Wielkiej Brytanii monarchią oczarowani. Odwiedzają masowo pałace, czatują na królową czy innych członków rodziny królewskiej, nurzają się w brytyjskiej wersji tradycjonalizmu. Tymczasem, jego zdaniem, przeciętnych obywateli sprawa ani ziębi, ani grzeje, a częściej pewnie są poirytowani kosztami utrzymania monarchii z podatków niż zadowoleni z ciągłości tradycji. Podobnie wypowiadał się Martin, współlokator, na piątkowej kończącej Erasmusa imprezie. A ja pomyślałam sobie, że czego by nie myśleli o królowej Brytyjczycy, to jednak to identyfikowanie się ze swoim krajem jest fantastyczne. I kiedy to powiedziałam, Martin przyznał mi rację; bo nie chodzi w sumie o królową, jak na to wszystko spojrzeć, tylko o celebrację brytyjskości. W ciągu ostatniego tygodnia zobaczyłam na własne me oczęta chyba wszystko, co opisywała moja egzaminacyjna lektura o Brytolach :-).

Billy Elliot
Tu oryginał.

Inna rzecz, przygotowania do Olimpiady. Do imprezy zostały mniej niż dwa miesiące, obawy są spore (ja czekam na lipcowe materiały w wiadomościach o walących się ruchomych schodach na stacji Bank i o severe delays on all services), ale tu znów rzecz, która mnie uderza i wpływa w dużym stopniu na moje podejście do organizowanego w Polsce Euro. Nie słyszałam słowa narzekania. Poza czynieniem normalnych uwag, że będzie tłoczno, pewnie nieprzyjemnie, pewnie lepiej z Londynu uciec na ten czas, że TFL może nie dać rady – nie było żadnych, najmniejszych nawet śladów bluzgów. To raczej wyrazy zaniepokojenia, jakiś sposób przygotowania się na ten ciężki dla mieszkańców czas, ale nie ma w ludziach złości. Co tymczasem dzieje się w Polsce, wszyscy wiedzą, wystarczy rzucić okiem na fejsik. A może to ja mam przez fejsik zaburzoną perspektywę i nie jest tak źle?

Sceptycyzm w tłumie

Tak czy inaczej, tak, brak klasy❊ to jest coś, co sprawia, że czasem za Polską wcale nie tęsknię.

❊ nie ma to nic wspólnego z kiczem czy niekiczem!

  • Ina

    Wiesz, ja byłam pod wrażeniem święta konstytucji w Norwegii: kobiety i mężczyźni przebrani w ludowe stroje ze swoich regionów, wszyscy z przypiętymi flagami i bukietami w kolorach flagi, wspólne śniadania z przyjaciółmi, pikniki w parku, pochód, obserwowanie rodziny królewskiej machającej z pałacu… U nas byłby to obciach, tam – szczera i dobra zabawa.

  • martykey

    Ale Union Jack akurat bardzo ładnie wygląda. Zawsze chciałem mieć pościel w takich barwach.