Wakacje

Przyszło lato w tym roku zupełnie z zaskoczenia, całkowicie niespodziewane, przecież ten deszcz miał nigdy nie minąć. Gdzieś w okolicach granicy między Anglią i Szkocją, tam, gdzie pociąg mija miasto z tweedem w nazwie i niespodziewanie zaczyna trasę tuż nad brzegiem morza.

Jadę, filmuję telefonem te zatoczki, irytuję się, kiedy mi jakiś inny pociąg wyjeżdża albo kiedy mój skręca, bo akurat jest murek i musi wielką wodę za murkiem schować, bo nie może być za dużo tego dobrego przecież – i całkiem bez sensu rozstępują się ołowiane chmury znad Anglii i wychodzi słońce. Myślę sobie, och, jak cudnie, wreszcie chwila majowa. A tu psikus, rozstąpiły się chmury i nie chciały już z powrotem się zejść, a ja naiwnie wzięłam do Szkocji golf z długim rękawem i wełniane skarpety.

Grube skarpety i chusta w ptaki

I tak wróciłam do Londynu autobusem, w którym zepsuł się termostat (więc było i lato nocą, takie prawdziwe, bez klimatyzacji; z Argentyńczykiem na siedzeniu obok, z Lśnieniem po hiszpańsku i rozmowami o życiu o trzeciej rano). Przegapiłam przyjście lata w tym mieście, bo zanim zdążyłam się po szkockich przygodach choć trochę wyspać, nikt nie był nim już zaskoczony. Tylko ja nieprzytomnie wyszłam w swetrze na ulicę.

Park w sobotę pełen był ludzi i psów. Tyle parków w tym mieście, a każdy większy od drugiego. Nic dziwnego, trudno w ciepły dzień wszystkich pomieścić.  W ciepły, nie powiem, że w upalny, bo 26 stopni to żaden upał, prawda? A jednak, tak samo, jak 5 stopni zimą wydawało się czymś nie do zniesienia, tak teraz trudno oddychać, tak mi się zdaje upalnie i nieznośnie. Ale jednak na trawniku usiadłam w pełnym słońcu, bo lubię ten zapach, kiedy się ze słońca schodzi w cień, a ono się zatrzymuje na ramionach jeszcze chwilę.

Słońce w parku

Przypominam sobie tę chwilę, kiedy niedługo przed wyjazdem zaczęłam myśleć w kategoriach „nie kupuj tego, tamtego, bo nie zużyjesz przed wyjazdem, szkoda wyrzucić”. I mam déjà vu.

  • Ina

    Pożarło mi komentarz, co za niesprawiedliwość.

    Widzę właśnie, że dopada Cię przedwyjazdowa melancholia. Ja przed opuszczeniem Oslo też chciałam się miastem nacieszyć, spędzać jak najwięcej czasu na zewnątrz, zrobić to, czego nie zdążyłam wcześniej. Lekkomyślnie dzień prze wyjazdem kupiłam jeszcze buty i książkę w twardej oprawie. Tobie polecam więcej rozwagi.

    A poza tym, piękny wzór w ptaki!

    • ingie

      Dzięki, to przywieziony z polskiego C&A, chociaż tutaj widziałam sporo sukienek, bluzek i innych rzeczy w podobne ptasie desenie.

      Jednocześnie myślę sporo o tym, że wyjazd już bardzo niedługo i jakoś nie mogę się zmusić do wyjścia z pokoju. To trochę wina końca miesiąca i tego, że wydostanie się z dzielnicy zawsze kosztuje, a trochę chyba paraliż związany z tym, jak wiele rzeczy zostało mi do zrobienia. Między innymi, książek z biblioteki do przeczytania – a że są wszystkie w A4 i na kredzie, ciężko się z nimi zabierać do słonecznego parku (tak, tak to sobie tłumaczę, bo to bardzo wygodne). A mail od promotora z rana nie pomaga na skupieniu się na tym, co tu i teraz, swoją drogą.

  • vanariel

    ciesz się chwilą, co będzie to będzie, a to chwile są ważne :)

    • ingie

      ja jestem chyba po prostu stworzona do zamartwiania się