Croque-madame ou croque-monsieur?

Nie tylko ja czuję się dziwnie, kiedy spędzam przedpołudnie w londyńskiej kawiarni. Równie dziwnie czują się pracujący tam kelnerzy i wyraźnie oddychają z ulgą, kiedy wychodzę po paru godzinach (wcale nie blokowałam stolika, kawiarnia była prawie pusta przez większą część tego czasu).

Chciałam dziś przełamać niechęć do Café Rouge, stylizowanej na francuską sieciówki, nabytą kiedy ukradli mi tam portfel (w innej części miasta co prawda, ale zawsze nazwa gdzieś tam z tyłu głowy zostaje). Wzięłam bardzo przyjemną (a i pożyteczną) lekturę, moleskine’a i wybrałam się na śniadanie. Powstrzymując przy wejściu odruch odezwania się po francusku, haha.

Nie było to jednak zbyt francuskie, że nikt nie zapytał mnie pour boire ou pour manger?, a nawet zdziwiono się, że pytam o stolik dla jednej osoby zamiast po prostu gdzieś usiąść. Nie dałam się zbić z tropu, znalazłam stolik w rogu sali i zamówiłam francuskie śniadanie.

Francuskie śniadanie

Kocham Francuzów za ich pieczywo i za sok pomarańczowy do śniadania. Za nieduże porcje niespodziewanie zaspokajające apetyt. Za wystrój kawiarni, gdzie chce się posiedzieć. Nie lubię Anglików podszywających się pod Francuzów za podawanie niedobrej, przepalonej kawy, rozwodnionego soku i zwlekanie ze śniadaniem przeszło pół godziny. I za zerkanie, idę czy nie idę? A takiego, na złość będę siedzieć. Za to francuski tost był doskonały, a bagietka bardzo świeża. Może poddenerwowała ich brytyjska flaga na okładce czytanej przeze mnie książki?

Mój londyński kalendarz

Przeglądanie kalendarza zwróciło moją uwagę na to, że planuję tylko początki i końce. Zapisany bardzo szczegółowo i dokładnie styczeń, oblepiony naklejkami i w różnych kolorach. Teraz to samo będzie z majem i początkiem czerwca – dziś postanowiłam uporządkować moje plany i zorientować się wreszcie, ile tak naprawdę zostało mi dni do rozdysponowania. To chyba stąd, że pięć miesięcy to o wiele zbyt długo, żeby myśleć o takim czasie inaczej niż „tak bardzo wiele, wiele dni”. I znów wydało się, że lepiej mi wychodzi życie na krótkie dystanse.