Stung by the splendour of a sudden thought

Sukces: zniosłyśmy z Ewą Inspirującą jedna drugą przez cały tydzień. W przestrzeni metr na dwa wspólnego pokoju i w miejskiej dżungli. Inspiracje były liczne, a me zmęczenie wielkie, notatki więc chaotyczne, rzadkie i w wielkiej części niezbyt użyteczne. Ale to dobrze, zostały mi może przez to w głowie tylko tematy warte ruszenia?

Na przykład ten życiowy splendor, chwała i sława, gloria, blichtr niemal. To motyw przywieziony jeszcze z Polski.

Mój przyjaciel wygrał kupę kasy w fajnym konkursie literackim, odbierał gratulacje od Jacka Dukaja i od rektora UJ, ręce ściskał, pisał o nim Onet, wydrukowali go w Wyborczej dwa razy i w ogóle, lans.

Była ta wystawa Leonarda w środku nocy, Matt Smith na korytarzu Millennium Centre w Cardiff, a Emma i Ditte wpadły w uczelnianej kafeterii na Hugh Jackmana i Russela Crowe.

W środę widziałam angielską królową (tak, wciąż jestem pod wrażeniem tego zbiegu okoliczności: niektórzy Brytyjczycy całe życie nie mają okazji, a ja tu jestem ledwo na parę miesięcy i już królową mam pod domem: przyjechała odsłonić okręt Cutty Sark, odremontowany po pożarze w 2007 roku – widać go tu z mojego okna, jak się wychylę). Simon opowiadał dziś, że też ją widział, choć jako zdeklarowany republikanin wcale się o to nie starał: poszedł do sklepu po lunch i przypadkiem akurat przejeżdżała. Los każdego dopadnie: jak masz królową zobaczyć, to ją zobaczysz i już.

Różana herbata w srebrnym imbryku

Ewa kupiła sobie tutaj Kindle’a. To może żaden luksus, ale już pojechać po niego do Harrodsa – brzmi inaczej. Kupowanie tam elektroniki to trochę jak wybierać pierścionek zaręczynowy u Tiffany’ego: duża przestrzeń, niewiele towarów, bardzo uprzejmy sprzedawca, nienaganny angielski, wyrafinowane maniery, atencja i gracja. Najbardziej angielska z uprzejmości. I ta karta rabatowa na koniec, ach. :-).
Wypiłyśmy zaraz potem popołudniową herbatę z pączków róż w herbacianym pokoiku piętro niżej. Poszłyśmy tego samego wieczoru na spektakl, w którym gra Imelda Staunton (Dolores Umbridge z Harry’ego Pottera).

Żadna z tych rzeczy mnie nie zdziwiła. No bo i niby czemu miałyby to być nieprawdopodobne sprawy? Trochę szczęśliwych zbiegów okoliczności, to prawda – ale przede wszystkim fantazja. Bo czemu by nie? Każdy może wejść do Harrodsa, jeśli nie powstrzymają go zasady adekwatnego ubioru i zachowania. Każdy może pójść na jakikolwiek spektakl, jeśli są jeszcze bilety w rozsądnej, umówmy się, cenie. Czasem trochę mi tej fantazji brakuje, czasem mam wrażenie, że trochę ten czas w tej niesamowitej stolicy marnuję. Bo to czasem jest kwestia pieniędzy, to prawda. A czasem to tylko koszt dojazdu gdzieś.

Złote monety

Zaczęłyśmy w kolejce rozmawiać o wycieczce do Nowego Jorku. I chyba po raz pierwszy w życiu pomyślałam o tym jak o realnym planie: no tak, trzeba pojechać do NYC, kwestia czasu. Bez zdziwienia, że jak to, że to przecież fanaberia, luksus, kto sobie robi takie wycieczki! Mało, wycieczka. Ciągle mi się zdaje, że jeszcze tam kiedyś pomieszkam.

  • Cutty Sark zazdroszczę bardziej niż królowej!

    • ingie

      No, na wycieczkę do środka jeszcze się wybiorę ;)

  • vanariel

    i tak właśnie być powinno, czekam na notki z wycieczki do NYC :)

    • ingie

      wierzę, że będą szybciej niż się obie obejrzymy!

      • vanariel

        mam podobne odczucia :)