Dynia

Na liście miejsc, za którymi tęsknię będąc daleko lub pogrążając się w pracy od świtu do zmierzchu, to jest bardzo wysoko. Jest w tym pewnie coś z sentymentu do miejsc, które odwiedzałam jeszcze zanim przeprowadziłam się do Krakowa, do tych miejsc, które dziwnym trafem nie zniknęły jeszcze z jego mapy i chwilami wydaje się nawet, że nigdy nie znikną.

20120413-110327.jpg

Kupuję śniadanie. Wyciągam książki. Nie mam ochoty na Kinga, wybieram trochę przekornie tytuł, o którym rozmawiałyśmy z Alą poprzedniego dnia: Śniadanie u Tiffany’ego. Ale siedzenie w kawiarni w porze biznesowego śniadania sprawia, że szybko przestaję czytać Capote’a i tylko patrzę już w ekran, słuchając mimowolnie rozmów dookoła.

Jestem świadkiem zakładania pierwszej firmy przez dwóch bardzo podekscytowanych studentów. Zaspani turyści na kanapie planują niespiesznie kolejny dzień zwiedzania. Rozlegają się dzwonki iPhone’ów (fascynujące, jak to zanim kupiłam własnego, miałam uszy zamknięte na tę warstwę dźwiękową krakowskich poranków), rozmowy, rozmowy. Brytyjczyk intensywnie uczy się polskiego i z dużą tremą zamawia „sok pomarańczowy”. Twarz starszego mężczyzny przy stoliku obok wygląda bardzo znajomo. Z moją pamięcią do nazwisk nie jestem w stanie przyporządkować mu imienia. Któryś z rektorów, prezes czegoś…? Tym bardziej mnie to zastanawia, że widzę, jak mi się przygląda.

A moja ewidentna niebiznesowość i nieturystyczność, i może nawet jakaś frywolna studenckość zdają się z jakiegoś powodu przyciągać uwagę, choć siedzę w kącie sali. A może to fakt, że siedzę sama i zdaję się też na żadne spotkanie szczególnie nie czekać?

Lubię tu przyjść dla kawy dawanej w kubku bez proszenia o tę drobną przysługę (tak, kawę lubię pić z kubka, z rzadka z filiżanki, ale tylko jeśli dostatecznie przypomina kubek). Dla muzyki, która nie zagłusza rozmowy. Ale najbardziej dla tego zalanego słońcem ogródka. Rankiem, przy marynarskim śniadaniu (duża biała kawa i sok pomidorowy w zestawie, dla natychmiastowego uzupełnienia wypłukanego kawą potasu) ten widok to jedna z piękniejszych krakowskich spraw.

Dynia Resto Bar
ul. Krupnicza 20, Kraków